Tłusty wtorek, naleśnikowy wtorek – tak w różnych krajach nazywany jest ostatni dzień karnawału. W Polsce określa się ten dzień jako ŚLEDZIK (od pożegnania z mięsem i powitania postu) oraz PODKOZIOŁEK (w Wielkopolsce). Na stołach może królować kwaśnica, golonka, bigos, schabowy, my polecamy flaki po warszawsku. Potrawa prosta, a od wieków zakorzeniona w naszej tradycji kulinarnej. Flaki na ziemiach polskich znane były już w średniowieczu. Na pewno w XIV wieku.
Według przekazów historycznych wielkim ich fanem był założyciel dynastii Jagiellonów – król Polski i wielki książę Litwy Władysław Jagiełło. Uszlachetnioną wersją potrawy są powstałe w XIX wieku flaki po warszawsku, do których dodaje się nieduże pulpeciki z dodatkiem szpiku. Kupujemy mięso – najczęściej żołądki wołowe, mogą być też np. z jelenia. Surowe flaki oczyszczamy – najpierw pod bieżącą wodą, potem OBGOTOWUJEMY. Wielokrotnie, im więcej razy, tym lepiej. Dobrze oczyszczone przygotowane flaki mieszamy z zupą, do której dodajemy dodatki – cebulę, kawałek mięsa wołowego, pulpety ze szpikiem. Wszystko doprawiamy, najczęściej na ostro. Zupę gotujemy długo, ważne jest by wkład w zupie był dogotowany do miękkości.



