Starsza kobieta nie wzięła leków, zaginęła. Znalazł ją ksiądz. Pani nie chciała iść do lekarza, bała się, że ją zamordują. Pomogła strażniczka miejska, która zaczęła się modlić. To wpłynęło na kobietę, która zgodziła się na hospitalizację.
Wszystko działo się w poniedziałek późnym wieczorem. Jak informuje straż miejska, około godziny 23.20 funkcjonariusze odebrali zgłoszenie o starszej pani zagubionej na placu Narutowicza. Na miejscu strażnicy zastali księdza, który zaopiekował się kobietą. Kapłan wyjaśnił, że seniorka nie wiedziała, jak wrócić do domu. Okazało się, że 64-latka może wymagać opieki medycznej.
Funkcjonariuszom udało się ustalić, że kobieta jest mieszkanką jednego z domów w Alejach Jerozolimskich. Patrol skontaktował się z mężem seniorki i odwiózł seniorkę do domu – relacjonuje straż miejska. Mąż starszej pani wyjaśnił, że żona od kilku lat powinna się leczyć, ale nie brała leków i jej stan się pogorszył. Mężczyzna chciał natychmiast przewieźć żonę do szpitala przy Nowowiejskiej. Gdy kobieta to usłyszała zdecydowanie zaprotestowała i w żaden sposób nie chciała dać się przekonać do udzielenia pomocy. Zaczęła krzyczeć, że zostanie zamordowana, a potem nagle zaczęła się modlić. Wtedy niekonwencjonalnie zachowała się strażniczka miejska. Aby przekonać chorą do wizyty w szpitalu, przyłączyła się do modlitwy. Dopiero wtedy starsza pani posłuchała i zgodziła się wsiąść do samochodu męża, ale tylko pod warunkiem, że pojedzie z nią „ta funkcjonariuszka”. Mężczyzna poprosił, by strażnicy asystowali mu w drodze do szpitala. Tam seniorka trafiła na oddział – podsumowuje straż miejska.
(źródło: straż miejska, mat. pras.)



