Nie resztki jedzenia, nie odchody zwierząt, ale śpiącego człowieka znaleźli w kontenerze na bioodpady pracownicy firmy wywożącej nieczystości z terenu Pragi-Północ. Gdy odnaleziony mężczyzna otworzył oczy zrobił się agresywny. Ku powszechnemu zdziwieniu zaczął… głośno szczekać na wszystkich wkoło. Konieczne było wsparcie Straży Miejskiej i Pogotowia Ratunkowego.
Tego dnia pracownicy firmy wywożącej odpady długo nie zapomną! Pojechali na Pragę, gdzie jak co dzień pracowali przy oczyszczaniu śmietników. Było jak zwykle do czasu, gdy zaczęli oczyszczać altankę śmietnikową przy ulicy Markowskiej. Już mieli opróżnić pojemnik z bioodpadami, gdy dostrzegli, że w środku leży… skulony CZŁOWIEK. Pracownicy mocno się przerazili, gdyż nie bardzo wiedzieli, jak zachować się w takiej sytuacji. Poprosili o pomoc Straż Miejską. Funkcjonariusze przyjechali po kilku minutach. Potwierdzili, że mężczyzna żyje. Problem w tym, że nie mogli go dobudzić i wydostać z pojemnika. Jak relacjonuje Straż Miejska, mundurowi w końcu położyli kontener na boku. Dopiero wtedy uwolnili mężczyznę z z pułapki. Obudził się, ale nie okazał wdzięczności za uwolnienie.
Czuć było od niego alkohol. Jak informują strażnicy, mężczyzna nie odpowiadał na ich pytania. Bełkotliwie powtarzał, że trzeba być cicho. Człowiek zachowywał się, jakby był pod wpływem środków psychoaktywnych – miał nienaturalnie zwężone źrenice i robił się agresywny. Funkcjonariusze założyli mu więc kajdanki, okryli kocem termicznym i monitorowali funkcje życiowe. Wezwali pogotowie ratunkowe. Po przyjeździe karetki mężczyzną zajęli się ratownicy. Podczas badania pacjent nagle zaczął… szczekać. Agresja rosła z każdą chwilą, ratownicy medyczni byli tym mocno zaniepokojeni. Obawiali się o własne bezpieczeństwo. Poprosili więc funkcjonariuszy aby nie zdejmowali mężczyźnie kajdanek. Strażnicy zgodzili się. Człowiek pozostał obezwładniony do czasu, gdy podane przez załogę pogotowia środki uspokajające zaczną działać. Potem karetka zawiozła mężczyznę do szpitala.



