Czegoś takiego w Warszawie nie było dawno. Mężczyzna najpierw ukradł alkohol, szarpał się z ochroniarzem i zabrał mu telefon. A potem przyszedł, zwrócił łup i przeprosił. Kara go nie ominie, ale będzie łagodniejsza.
Wszystko zaczęło się w sklepie na Woli. 45-latek przyszedł do placówki handlowej, wziął alkohol. Ale zamiast zapłacić, oddalił się z pożądanym przez siebie trunkiem. Zauważył to pracownik ochrony. Próbował złapać złodzieja. Ten zaczął się szarpać, wyrywać. Nagle złapał telefon, który wypadł na podłogę ochroniarzowi i uciekł. Po pewnym czasie zdarzyło się coś niespotykanego. Skruszony złodziej przyszedł do sklepu. Oddał telefon i przeprosił za wszystko. Kary jednak nie uniknie. Policjanci zatrzymali 45-latka, a sprawa trafiła do wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu. Sprawę prowadzi policja, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. Nie znaczy to jednak, że skrucha się nie opłaca. W normalnej sytuacji sprawca usłyszałby zarzut kradzieży rozbójniczej bądź rozboju. To zbrodnia, zagrożona karą nawet dwunastu lat więzienia. W sytuacji, gdy przyszedł i przeprosił, usłyszał zarzut kradzieży rozbójniczej mniejszej wagi i kradzieży. A za to przestępstwo kara jest dużo mniejsza – do pięciu lat więzienia.



