Trwa śledztwo w sprawie śmierci chłopca w wypadku tramwajowym, do którego doszło na Pradze, 12 sierpnia. Motorniczy nadal nie został przesłuchany. Nie pozwala na to jego stan zdrowia. Tramwaj był starszego typu, ale sprawny.
Ta tragedia wstrząsnęła nie tylko Pragą i Warszawą, ale całą Polską. W piątek, 12 sierpnia, ok. 11.40 babcia z wnuczkiem wysiadali z tramwaju linii 18 na Jagiellońskiej na Pradze-Północ. Nagle drzwi przytrzasnęły nóżkę 4-letniego chłopca. Skład ruszył. Jeden z pasażerów użył hamulca bezpieczeństwa. Mimo to skład pojechał kilkadziesiąt metrów. Chłopczyk zginął. Trwa śledztwo prokuratury. Do tragedii doszło w tramwaju starszego typu, Konstal 105. Postępowanie Tramwajów Warszawskich wykazało, że był sprawny. Wbrew wcześniejszym doniesieniom hamulec bezpieczeństwa zadziałał. Nie wiadomo natomiast czemu nie działał system uniemożliwiający jazdę tramwaju przy otwartych drzwiach i zabezpieczenia przed przytrzaśnięciem pasażera. Badania alkomatem i narkotestem wykazały, że motorniczy był w chwili tragedii trzeźwy i nie był pod wpływem środków odurzających. Na razie stan mężczyzny nie pozwolił na jego przesłuchanie. Jak podały media powołując sie na Polską Agencję Prasową, mężczyzna wciąż jest w szoku po tym, co się stało. To doświadczony motorniczy, pracuje od 14 lat. Tramwaj był sprawny, ale z uwagi na to, że był to skład starszego typu, kierujący mógł mieć gorszą widoczność. Śledztwo trwa.



