Legia Warszawa jest na ostatnim miejscu w tabeli. Szczerze mówiąc nie wiem, kiedy zdarzyło się to po raz ostatni. I to po zakończeniu rundy jesiennej, nie po na przykład wysokiej porażce na starcie sezonu, co może przytrafić się każdemu. Niebawem nasi dziennikarze to sprawdzą. Ale jak dobrze pamiętam, to w sezonie 1991/92, ostatnim, gdy Legia broniła się przed spadkiem, była w strefie spadkowej, ale miejsca ostatniego nie zajmowała. Teraz dzierży czerwoną latarnię. I to jest wstyd i dla drużyny, która zdobyła mistrzostwo Polski i ma międzynarodowe aspiracje, i dla klubu.
Tak, są dwa mecze zaległe, ale i wygrana w nich wcale jeszcze nie daje bezpiecznego miejsca. Ten sezon mógłby być jeszcze uratowany, gdyby choć udało się wyjść z grupy w Lidze Europy i udało ugrać w lidze coś więcej, niż wymęczone trzy punkty z Jagiellonią. Naprawdę, na obronę zarządu nie ma nic. Radosna polityka klubu, nietrafione transfery, brak wizji, brak zrozumienia tego, czym jest Legia. Co dalej? Szczerze mówiąc jedyna opcja, jaka wydaje się sensowna, to zmiana zarządu. Niech jak już jest Mioduski właścicielem, zatrudni menadżera, który za niego zajmie się prowadzeniem klubu. Przygotuje strategię, która da nadzieję na to, że Legia odbije się od dna. Potrzeba nowej wizji. Bo ta, która jest, naprawdę nie daje żadnej nadziei.



