Biało-Czerwoni wyszli z grupy po brzydkiej, ale efektywnej grze. W fazie pucharowej zaprezentowali się z bardzo dobrej strony z Francją. Ale mistrzowie Świata okazali się za mocni. Jak ocenić ten start? Identycznie jak ten, z Meksyku z 1986 roku.
Start w Katarze jest identyczny jak ten w Meksyku 36 lat temu. Wtedy Biało-Czerwoni zremisowali po brzydkiej grze z Maroko. Wygrali po bezbarwnym spotkaniu z Portugalią 1:0. I przegrali z Anglią po fatalnej grze 0:3. W 1/8 finału zagrali dobry mecz z Brazylią, przegrany aż 0:4 (wynik nie odzwierciedla jednak gry). W Katarze Biało-Czerwoni zremisowali po bezbarwnym meczu 0:0 z Meksykiem. Robert Lewandowski nie strzelił karnego. Potem prezentując przebłyski dobrej gry pokonali 2:0 Arabię Saudyjską, po bramkach Piotra Zielińskiego i Roberta Lewandowskiego. A Milik strzelił w poprzeczkę, Lewandowski obił słupek. Na koniec przegrali z Argentyną po bardzo słabym spotkaniu 0:2. Bohaterem pierwszej fazy był Wojciech Szczęsny. Polski bramkarz obronił dwa rzuty karne, jeden z Arabią Saudyjską, jeden z Argentyną (strzelał Lionel Messi). O awansie zdecydował lepszy bilans bramkowy od Meksyku.
Po awansie kibice podzieleni
Po awansie kibice byli podzieleni. Jedni cieszyli się z wejścia do drugiej rundy, pierwszego od 36 lat. Inni narzekali na styl. Przed meczem z Francją napisaliśmy, że to od tego meczu zależy ocena całego startu. I jak ona wygląda? Pozytywnie, ale nie jest to ani szóstka, ani piątka, ani czwórka. To raczej mocna trójka z plusem. Jest awans po brzydkiej grze, zwycięstwo w dramatycznych okolicznościach z Arabią, obronione karne Szczęsnego. Łzy Lewandowskiego po golu. I całkiem przyzwoity, nawet ładny mecz z Francją, z honorową porażką 1:3. Nie można jednak mówić o niedosycie. Niedosyt to był, ale w 2016 roku. Wtedy drużyna Adama Nawałki dotarła co ćwierćfinału mistrzostw Europy. Z grupy wyszła pewnie. W 1/8 przeszła karnymi (więc mogła odpaść) ze Szwajcarią, a w ćwierćfinale karnymi odpadła z Portugalią (a więc niewiele brakło do awansu).
Polska kadra taka jest
I do dziś wielu kibiców wspomina, że mogliśmy grać w półfinale na wymęczonych Walijczyków. Finał był w zasięgu ręki… Na katarskim turnieju można owszem gdybać, że gdyby Lewandowski strzelił gola z karnego z Meksykiem a z Arabią Biało-Czerwoni wygraliby np. 4:0, to graliby z Australią, z którą szanse by były. Ale nie przesadzajmy. Tak naprawdę Polacy byli chyba najbardziej nierównym kadrowo (jeśli chodzi o różnice między formacjami) zespołem z turnieju. Świetni napastnicy i bramkarze, przeciętna obrona, fatalny środek pola. Wynik odzwierciedla miejsce w szeregu. Ale ostatni mecz daje jakieś nadzieje na lepszą grę Biało-Czerwonych. Szykują się łatwe eliminacje o Euro. A skoro tak, niezależnie od tego, czy dalej selekcjonerem będzie Czesław Michniewicz, czy nastąpią zmian, jest czas na przebudowanie tego zespołu, pewne korekty w nim. Jak powinny wyglądać, to już temat na inną dyskusję. A start w Katarze to mocna, poczciwa, trójka.



