Po ponad czterech dekadach kwiaciarnia przy ulicy Grenadierów (róg Waszyngtona) przestała działać. W internecie pojawiły się doniesienia, że powodem zamknięcia było nękanie przez rowerowego aktywistę.
Piątek, 30 czerwca był ostatnim dniem, w którym można było kupić kwiaty w popularnej kwiaciarni. „Drodzy klienci pragniemy podziękować za ponad 40 lat wizyt zakupów i wspólnych rozmów. Niestety rosnące koszty prowadzenia działalności zmuszają nas do zamknięcia kwiaciarni. To były wspaniałe lata pracy w rodzinnej atmosferze wśród wielu wiernych Klientów, serdecznych przyjaciół i sąsiadów” – taki komunikat pojawił się na wejściu do punktu.
Ciągłe donosy?
Właścicielki piszą o rosnących kosztach działalności. Jednak w sieci pojawiły się szokujące doniesienia o innych powodach zamknięcia kwiaciarni. Prowadzące kwiaciarnię panie miały być nękane przez rowerowego aktywistę. „Zamyka się kwiaciarnia czynna od 4 dekad (Waszyngtona/Grenadierów) bo trzy starsze panie były codziennie nachodzone przez aktywistę rowerowego, któremu przeszkadzał samochód dostawczy dowożący kwiaty. Zdjęcia, donosy do SM i policji i codzienna kontrola”, czytamy w jednym z wpisów. Podobne informacje podał serwis Warszawa W Pigułce. Nawet jeśli powodem był “tylko” wzrost kosztów, należy pamiętać, że trudności z dostarczeniem towarów są zjawiskiem coraz częstszym. A przede wszystkim dzielnica traci lubiane miejsce. Mieszkańcy osiedla nie kryją żalu. – Kupowałam tu kwiaty od wielu lat. Obsługa była na wysokim poziomie. A przede wszystkim tego typu miejsca tworzą klimat dzielnicy. Wielka szkoda, że takie punkty znikają. Jeśli faktycznie panie padły ofiarą nękania, to się wręcz nie mieści w głowie – mówi Ola, mieszkanka Grochowa.
Kwestia dostaw realnym problemem
Czym miały przeszkadzać kwiaciarki aktywiście? Tym, że przed ich sklepem parkował dostawca kwiatów, co po ustawieniu słupków jest nielegalne. Zwolennicy słupków tłumaczą, że chodzi o bezpieczeństwo pieszych. A dostawcze auta nie mają prawa tam parkować. Środowiska pro przedsiębiorcze przypominają jednak, że sklepiki, kwiaciarnie i punkty usługowe powstały znacznie wcześniej, zanim urzędnicy zdecydowali o postawieniu słupków i zabronili zatrzymywania się samochodom dostawczym. Pada argument, że należałoby albo wprowadzić określone godziny, w których dostawcy mogliby dowozić towar. Albo wprowadzić miejsca, w których dostawca zatrzymuje auto, a następnie za pomocą specjalnych wózków dostarczy produkty do sklepu. Na razie te rozwiązania są jedynie w sferze propozycji.



