Poranna burza dała się we znaki mieszkańcom stolicy. Towarzyszył jej silny wiatr i obfite opady deszczu, które sprawiły, że część ulic znalazła się pod wodą.
Burze i opady od kilku dni są poważnym problemem na Mazowszu. Nie inaczej było w piątek. Przed 9.00 zaczęło błyskać i grzmieć. Chwilę potem pojawił się porywisty wiatr, zaczęło padać. Choć słowo padać jest eufemizmem – nad Warszawą doszło do prawdziwego oberwania chmury. – Jechałam autobusem na Mokotowie. W pewnym momencie poczułam się jak na statku – z obu stron woda – mówi pani Kinga, która dojeżdża do pracy z Ursynowa na mokotowskim „Mordorze”. – W pewnym momencie autobus mógł jechać jednym pasem, bo pozostałe były zalane. Staliśmy w korku, ale nie to było najgorsze. Na przystanku nie można było wyjść, bo woda była ponad kostki! – relacjonuje. Podobnych historii w piątkowy poranek było dużo więcej. Zalana była ulica Rzymowskiego, teren koło „Mordoru”, czyli mokotowskiego zagłębia firm, trudna sytuacja była też na Ochocie i w Ursusie. Strażacy kilkadziesiąt razy wyjeżdżali do interwencji. Na piątek zapowiadane są burze w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim, lubelskim. (maks)



