Zaczęło się od libacji w mieszkaniu. Nagle jeden z uczestników źle się poczuł, wezwał pogotowie. Gdy ratownicy medyczni stwierdzili, że 59-latek powinien pojechać z nimi do szpitala, pacjent wpadł w szał. Zabił jednego ratownika i zaatakował drugiego. „Prędzej czy później do takiej tragedii musiało dojść” – mówi nam były pracownik pogotowia.
Do potwornej tragedii doszło w sobotę, 25 stycznia w mieszkaniu przy ulicy Sobieskiego w Siedlcach. Jak informowała siedlecka prokuratura, sześć osób urządziło sobie imprezę, był alkohol. Jeden z uczestników, 59-letni mieszkaniec Siedlec Adam Cz. był już pod znacznym wpływem alkoholu, gdy źle się poczuł. Wezwał pogotowie ratunkowe. Ratownicy medyczni po przybyciu na miejsce zbadali pacjenta. Ujawnili obrażenia głowy, stwierdzili, że tak poważny uraz należy opatrzyć w warunkach szpitalnych. Gdy poinformowali o tym pacjenta, Adam Cz. wpadł w szał. Zaatakował nożem jednego z ratowników medycznych, zadał mu cios w okolice klatki piersiowej. Drugiego ratownika, który chciał obezwładnić mężczyznę, agresor zranił w okolice prawego nadgarstka. Raniony w klatkę piersiową ratownik medyczny w stanie ciężkim trafił do szpitala. Niestety 62-latek zmarł – relacjonuje prokuratura. Adama Cz. zatrzymała policja. Z uwagi na obrażenia głowy mężczyzna trafił do szpitala, gdzie przebywał pod dozorem policji. Postępowanie w sprawie przejęła Prokuratura Rejonowa w Siedlcach – informuje prokuratura.
Ogromny wstrząs
Sprawa wywołała ogromne poruszenie. Wspólne stanowisko zajęli minister Zdrowia oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji. Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o tragicznej śmierci ratownika medycznego w Siedlcach. Ratownik został zaatakowany przez pacjenta, któremu niósł pomoc. Mimo udzielonej pomocy 62-letni ratownik zmarł w szpitalu. Rodzinie i bliskim zmarłego składamy wyrazy głębokiego współczucia. Równocześnie zapewniamy pełne wsparcie dla jego rodziny” – czytamy w oświadczeniu. „Wyrażamy nasze najwyższe uznanie dla pracy ratowników medycznych, którzy każdego dnia narażają swoje życie i zdrowie, niosąc pomoc poszkodowanym. Wszelkie akty agresji wobec osób ratujących życie są absolutnie niedopuszczalne i zasługują na potępienie. Pragniemy podkreślić, że ratownicy medyczni, w trakcie wykonywania pracy są szczególnie chronieni prawem i korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych” – podsumowali ministrowie. Zapewnili zintensyfikowanie działań w celu zapewnienia ochrony ludziom, niosącym pomoc innym. Swoje stanowisko, żądające m.in. monitorowania interwencji ratowników, wyposażenia ich w kamerki naramienne zajął też Ogólnopolski Związek Zawodowy Ratowników Medycznych.
Agresja pacjentów coraz częstsza
Skontaktowaliśmy się z Markiem (dane do wiadomości redakcji), wieloletnim pracownikiem pogotowia na Mazowszu. – Jestem cholernie zasmucony tym, co się stało, ale nie mogę powiedzieć, że zaskoczony. – W pogotowiu przepracowałem kilkanaście lat i to służba dla naprawdę twardych zawodników. Ja mogłem być twardy jako kawaler, ale gdy po ślubie urodziła się córeczka, zmieniłem pracę – dodaje. Jak tłumaczy praca w pogotowiu dawała mu satysfakcję, ale też wiązała się z bardzo stresującymi sytuacjami. – Wyzwiska wobec nas były na porządku dziennym. Nie tylko agresja słowna, pamiętam, jak kolega przeżył załamanie, gdy pacjent ukłuł go strzykawką i powiedział, że zaraził go HIV. Na szczęście nie była to prawda, ale czas od badania do diagnozy chłopak przeżył koszmar. Brak wdzięczności, oskarżenia, wezwania do dramatycznych zdarzeń, które okazują się głupim żartem, a w tym czasie wydłuża się czas przyjazdu do potrzebujących, to codzienność. Zbyt słaba ochrona ratowników, coraz częstsze przypadki agresji. Tragedia była kwestią czasu – podsumowuje.
„Nowy Telegraf Warszawski”, nr 2(102) styczeń 2025




