W ramach niedzielnego cyklu przypominamy nasz tekst o dziennikarstwie zagrodowym, czyli smutnym skutku plemiennej wojny.
To już nawet nie są plemiona, ale prymitywne stada, które chcą każdego myślącego inaczej zaszufladkować do którejś ze zwalczających się wściekle grup.
Wojna polsko-polska, choć wszyscy mają jej dość, nasila się coraz bardziej. W dzikim pląsie hunwejbinów PiS i troglodytów PO ginie wszelka racjonalność, racja stanu, patriotyzm. O ile jeszcze samym politykom – rzadko, bo rzadko, ale jednak – zdarza się zachować racjonalnie, tak w mediach i portalach społecznościowych nie ma miejsca na wątpliwości. Umrze ktoś związany z PiS-em – płaczą zwolennicy największej partii opozycyjnej, radują jej przeciwnicy. A płaczący słusznie oburzają się, na totalny upadek obyczajów i wartości. Odejdzie ze świata ktoś z PO – to ci, co dzień wcześniej płakali i się oburzali, uruchamiają swój rechot. A ci, co dzień wcześniej nie mieli szacunku dla żałoby, leją krokodyle łzy.
Drwiny z tragedii, ale nie swojej
Co gorsza, podwójna moralność widoczna jest nawet w sytuacjach tak drastycznych, jak morderstwa. W 2010 roku do biura PiS w Łodzi wpadł Ryszard C. Zabił pracownika biura, ciężko ranił drugiego. Jakiś czas później paru moich liberalnych kolegów publicznie naśmiewało się ze wspominających mord PiS-owców. Mówili „przykra sprawa, ale przecież nie jest niczyją winą, że niepoczytalny facet wtargnął do biura i strzelał”. Rzecz w tym, że sprawca owej zbrodni był poczytalny, a sąd skazał go na dożywocie. Nie minęła dekada, a na koncercie WOŚP Stefan W. zamordował nożem prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Wtedy z kolei PiS-owcy wpadli w szatański rechot, bagatelizując polityczne motywy zbrodni. Jedynym wspólnym elementem, jest nienawiść do tzw. symetrystów.
Na przekór myśleniu stadnemu
Jak wspomniał jakiś czas temu popularny publicysta, chodzi o zagonienie wszystkich do konkretnej zagrody – z napisem PiS i PO. Kto nie pasuje, staje się wrogiem nr jeden. A więc ktoś krytykuje aferę warszawską i popiera CPK, ale też związki partnerskie i przyjmowanie uchodźców? Będzie flekowany przez obie strony. Podobnie jak ktoś, kto bardzo krytycznie ocenia reformę sądów w wykonaniu Zjednoczonej Prawicy. Krytykuje Polski Ład, ale jednocześnie chodzi do Kościoła, kultywuje pamięć o Żołnierzach Wyklętych. Nie, na takie myślozbrodnie w naszym popisowym państwie nie może być zgody. Dobro ojczyzny (czy demokracji) wymaga, by każdy był przypisany do jakiegoś stada. I w żadnym razie się nie wychylił. Trzeba nam tylko uznać mądrość i szlachetność tych, którzy taką narrację narzucają. Bo chyba nie jest tak, że wściekłość na inaczej myślących jest wywołana tym, że ci wściekający się sami myśleć nie bardzo potrafią?







