Warszawa
22/03/2026, 05:24
Overcast
Prognoza
5°C
Ciśnienie: 1025 mb
Wilgotność: 78%
Wiatr: 1.4 m/s NE
Opis: 0mm /0% / Rain
Prognoza
23/03/2026
Dzień
07
Prognoza
13°C
Wiatr: 2.7 m/s SE
Opis: 0mm / 0% / Rain
Prognoza
24/03/2026
Dzień
07
Prognoza
15°C
Wiatr: 2.9 m/s WSW
Opis: 0mm / 2% / Rain
 
Subskrybuj
  • 4:28 min

Brak powołania dla Oskara Pietuszewskiego z Jagiellonii Białystok wywołał oburzenie wśród wielu rodzimych ekspertów i przede wszystkim internetowych harcowników. Ci ostatni atakują selekcjonera, śpiewając starą śpiewkę – Yamal gra w Barcelonie, a u nas talenty giną. No właśnie – Yamal gra w Barcelonie, Pietuszewski z całym szacunkiem w polskiej Ekstraklasie. A wiele nieszczęść polskiej piłki wynikało z głupiego hasła „zmieniamy szyld i gramy dalej”.

Oczywiście Pietuszewski ma talent, być może to najlepszy polski piłkarz od wielu lat. I gdyby wśród powołanych się znalazł, tym bardziej w związku z kontuzją Nicoli Zalewskiego, byłoby to zrozumiałe. Zrozumiały jest jednak też brak powołania. Z kilku powodów. Po pierwsze – Pietuszewski ma talent ogromny, podoba się na boisku, jednak liczby wciąż nie są powalające.

Yamal to na razie inna galaktyka

Jest casus Kacpra Urbańskiego – perełka i odkrycie na Euro 2024, dziś nie może się przebić w Legii. Wypominany zawsze przez zwolenników stałego odmładzania kadry Yamal miał wejście smoka w Barcelonie, liczby dawał od razu. Po drugie – choć przy takim rozwoju Pietuszewski raczej prędzej, niż później do reprezentacji trafi, dziś – stan na październik 2025 – nie byłby w pierwszym składzie. Przegrałby konkurencję zarówno z Jakubem Kamińskim, jak i z Sebastianem Szymańskim i Kamilem Grosickim. Wszystko wskazuje na to, że za kilka tygodni, może miesięcy będzie lepszy niż wszyscy wymienieni piłkarze razem wzięci. Jednak dziś na pierwszy skład, czy nawet wejście z ławki w meczu o punkty z Litwinami szans raczej by nie miał. Owszem – selekcjoner mógł wpuścić go na Nową Zelandię. Tylko tu jest pytanie – czy lepiej dla młodego piłkarza zagrać towarzysko, czy w ważnych meczach o punkty kadry młodzieżowej? Wydaje się, że raczej ten drugi wariant.

Między Lubańskim a Stępińskim

Po trzecie – nie fair są ataki na Urbana o strach przed wprowadzaniem świeżej krwi. Akurat jako trener był znany ze stawiania na nieoczywistych, często bardzo młodych zawodników. Tak było w Legii, a ostatnio w Górniku, gdzie wystawiał i młodziutkiego Dariusza Stalmacha na spotkanie na szczycie, i do podstawowego składu wybierał Dominika Sarapatę. Jeśli Pietuszewskiego na dziś Urban nie w kadrze nie widzi, to ma pewnie sensowny powód. A za miesiąc bądź pół roku być może widzieć go będzie. Po czwarte wreszcie – bywało wiele olbrzymich talentów trafiających do reprezentacji Polski przed albo tuż po uzyskaniu pełnoletności. Marcin Kuźba, Marek Saganowski, Mariusz Stępiński, Kacper Kozłowski, Andrzej Iwan, Ernest Wilimowski, oczywiście Włodzimierz Lubański. Wielkimi gwiazdami byli Lubański, Wilimowski, olbrzymie osiągnięcia miał Iwan. Mariusz Stępiński gwiazdą kadry nie został, choć był na mistrzostwach Europy. Podobnie Kuźba. Kacper Kozłowski był najmłodszym debiutantem w historii Mistrzostw Europy, ale potem kariera mu się załamała.

Młodzi i zdolni, ale presji nie udźwignęli

Dziś Kozłowski odbudowuje się w Turcji, spisuje się na tyle nieźle, że teraz znalazł się w gronie powołanych. Do reprezentacji wraca też objawienie wcześniejszego Euro, Bartosz Kapustka. Po serii złych wyborów i kontuzji wrócił do Legii, gdzie też pierwszy okres zdominowało leczenie. Teraz jest podstawowym piłkarzem, wartościowym zmiennikiem w reprezentacji, jednak gwiazdą światowego formatu nie został. Kariery młokosów układały się różnie. Natomiast domaganie się odmładzania kadry za wszelką cenę może mieć opłakane skutki. Tak, jak w latach 80. postulat grania wyłącznie piłkarzami polskiej ligi. Ciśnienie na to, by z reprezentacji usuwać piłkarzy mających dużą klasę i osiągnięcia tylko dlatego, że grają w obcej lidze, zdominowało kadencję Wojciecha Łazarka. Z reprezentacją żegnali się powoli Włodzimierz Smolarek, Zbigniew Boniek, Andrzej Buncol i inni. Efekt? Młodzi byli zdolni, ale presji nie udźwignęli. Drużyna przerżnęła kolejne eliminacje, co gorsza spadła do niższych koszyków. I przez całe lata 90.

Chory kult młodości

Polacy nie byli w stanie nigdzie awansować. Dobrzy piłkarze byli, ale z Anglią, Włochami i Holandią w grupie gra w turniejach była niemal niemożliwa. Dziś nikt normalny nie chciałby grania wyłącznie piłkarzami z Ekstraklasy. Jednak wciąż panuje kult młodości. Jakieś przeświadczenie, że młodzi piłkarze nagle nawiążą do sukcesów sprzed półwiecza. W roku 1992 hasło „zmieniamy szyld i gramy dalej” po srebrnym medalu w Barcelonie sprawiło, że z reprezentacji wypadło kilku wartościowych piłkarzy, między innymi będący gwiazdą ligi hiszpańskiej obecny selekcjoner Jan Urban. Nie miał on wtedy nawet 30 lat. Dziś także ciśnienie na młodych jest ogromne, choć nie takie jak wtedy. Spokojnie. Pietuszewski to być może najlepszy talent od wielu lat. Nic się jednak nie stanie, jeśli zadebiutuje w listopadzie, bądź marcu. Bo chodzi o to, by nauczył się gry w drużynie narodowej. Grając w młodzieżówce o punkty osiągnie to szybciej, niż siedząc na trybunie w meczu dorosłej kadry.

Udostępnij na:

Zobacz także:

22

mar

Reprezentacja Polski zostaje mistrzem Świata w piłce nożnej. I wicemistrzem Europy. Wprawdzie chodzi o Euro sprzed dziesięciu lat i mundial sprzed ponad półwiecza, gdzie główni…

17

mar

Rozmyty obraz dużego tłumu ludzi, sugerujący ruch i energię.

Należy dążyć do prawdy o zbrodni wołyńskiej i godnego upamiętnienia jej ofiar. A jednocześnie bezwzględnie wspierać Ukrainę bestialsko zaatakowaną przez Rosję. I tak samo trzeba…

16

mar

Egzemplarze gazety Nowy Telegraf Warszawski

Rozmawiałem niedawno z kilkoma znajomymi o bardzo różnych poglądach politycznych. I rozmowy te miały ciekawy, choć mało optymistyczny dla naszego kraju i dla nas wszystkich…