Tak, to prawda. W Polsce nie ma systemowego zwalczania religii. Jednak lewicowo-liberalne środowiska medialne dziś nie piętnują już podłych czynów ludzi Kościoła, ale wiarę jako taką. W tym czasie chrześcijańska opinia publiczna w Polsce praktycznie nie istnieje. Trudno bowiem uznać za takową medialne przybudówki prawicowych partii, czy nowe prawicowe media, radykalne, ale kierujące swój przekaz do antyklerykalnie nastawionej młodzieży. Obecni w mediach katolicy często ulegają pokusie zamknięcia się w oblężonej twierdzy. Droga powinna być inna.
Gdy kilka lat temu pokazała się seria filmów i materiałów prasowych krytycznych wobec hierarchii Kościoła katolickiego, katolicka opinia publiczna mocno się podzieliła. Jedni oburzali się o atak na świętości. Inni twierdzili, że chodzi o piętnowanie patologii, które wśród wielu duchownych i biskupów miały miejsce. A właśnie prawda, nawet trudna, służy Kościołowi. W ostatnich miesiącach coraz częściej jednak atak na księży zastąpił nie polityczny, ale medialny atak na religię w ogóle.
Systemowego zwalczania religii nie ma, ale…
Coraz częściej w lewicowych mediach i profilach w mediach społecznościowych spotkać można głosy, o „okrutnym Bogu, który Syna wydał na śmierć”. I o tym, że wartości chrześcijańskie nic nie wniosły do współczesnego świata. Nie wnikając, czy ktoś jest wierzący, czy nie. Fakty są takie, że akurat oddanie syna na śmierć miało wymiar nie tylko religijny, ale i społeczny. Zejście na świat samego Boga, który zamiast królować, oddał życie za lud, jak również słowa Jezusa o tym, że kto będzie chciał być pierwszym wśród ludzi, powinien stać się ich sługą, dały początek fundamentalnej zasadzie, że władza wiązać powinna się ze służbą. To tylko jeden przykład. Można je mnożyć. Tak, to prawda – dziś nie ma zwalczania religii w skali systemowej, przez władze państwowe. Z prostej przyczyny. Poza antyklerykalną lewicą nie ma w rządzie formacji, które miałyby interes w jawnej wojnie z Kościołem.
Czas na chrześcijańską opinię publiczną
Koalicja Obywatelska to partia władzy, która nie chce konfliktu światopoglądowego. Podobnie rozsypująca się Polska 2050 i umiarkowanie konserwatywne Polskie Stronnictwo Ludowe. Do religii przyznają się formacje opozycyjne. Jednak w mediach, szczególnie tych społecznościowych, niechęć do podłych czynów ludzi Kościoła (często uzasadniona) przerodziła się w niechęć, czy wręcz nienawiść do religii jako takiej. Powstanie ruchów politycznych, które spróbują to zdyskontować, jest tylko kwestią czasu. Prawdziwie chrześcijańskiej opinii publicznej prawie nie ma, bo ciężko za takową uznać partyjne przybudówki medialne, media prężnie się rozwijające raczej stawiają na młodzież, która religii jest obojętna, bądź wroga. A obecni w mediach katolicy często ulegają pokusie zamknięcia się w oblężonej twierdzy. Tymczasem drogą powinno być z jednej strony jasne napiętnowanie tych ludzi Kościoła, którzy idąc na współpracę z komunistami, czy dokonując haniebnych czynów wobec nieletnich, de facto zdradzili Chrystusa. Z drugiej strony zdecydowana obrona wartości. Droga to kręta, a sukces odległy, ale inna nie istnieje.




