Wtargnięcie rosyjskich dronów nad Polskę jest czymś bardzo poważnym – to nie ulega wątpliwości. Jeszcze groźniejsze niż rosyjskie drony jest jednak uleganie różnym formom dezinformacji. Tej jawnie rosyjskiej, która bagatelizuje sprawę i chce odsunąć odpowiedzialność od Rosji, ale też tej drugiej, która mówi, że Polska już płonie i niebawem wszyscy zginiemy. Obie propagandy (lub narracje, jeśli wynikają z naiwności) są bardzo szkodliwe. Pierwsza – wprost promuje stanowisko wrogów. Druga – szerzy panikę. W rzeczywistości należy być uczulonym na dezinformację, kłamstwa, jednocześnie zachować spokój i rozsądek.
Znajoma tuż po ogłoszeniu informacji o wtargnięciu dronów, jechała pociągiem. Przeraziło ją nie to, że ludzie dyskutują o sytuacji, ale to, jak wielu wierzy w to, że zaatakowała nas Ukraina. Do tej pory była przekonana, że zalew tego typu informacji to robota rosyjskich botów, względnie garstki fanatyków. „A tu wszyscy” – mówiła. Aż tak źle nie jest, bo zazwyczaj w takich sprawach najbardziej gardłują ci, którzy są zmanipulowani, jednak faktycznie dziś w rosyjską propagandę zdaje się wierzyć znacznie więcej ludzi, niż jeszcze rok, czy dwa lata temu. Nie mówiąc już o roku 2022, gdy inwazja na pełną skalę się zaczęła.
Propagandzie ulega zbyt wielu
Dla porządku – oczywiście sprawdzać należy wszelkie możliwości, ale w tym wypadku sprawa jest oczywista. Nawet Białoruś, która jest przecież zależna od Moskwy, oficjalnie ostrzegła Polskę. I chodziło o drony rosyjskie (wg Białorusinów wtargnęły one do nas z powodów problemów z nawigacją, ale były to drony ROSYJSKIE). Więc propaganda o innym pochodzeniu obiektów jest kłamliwa. Wtargnęły do nas drony rosyjskie i był to akt wrogi (gdyby faktycznie chodziło o błąd w nawigacji, ostrzegaliby sami Rosjanie). Zdecydowana większość nie tylko polityków, ale też wojskowych (mających różne poglądy i sympatie) twierdzi, że mamy do czynienia z czymś więcej niż prowokacja. Nie, źle się wyraziliśmy. Jeśli chodzi o dowódców wojskowych, o wrogim akcie mówią chyba wszyscy. Rosyjskie drony wtargnęły do Polski, i podważać tego nie sposób. A jednak w internecie roi się od teorii spiskowych i zwyczajnie kłamliwych. I niestety, choć nie ulegają im wszyscy, zdecydowanie ulega zbyt wielu.
Panika to najgorsze, co może nas spotkać
Dezinformacja przyjmuje też jednak drugą formę. To wszelkie katastroficzne doniesienia, że Rosja nas napadła, my nie mamy szans, NATO nie zdąży nas obronić, a Polska upadnie po trzech dniach. Polacy powinni z kraju uciekać, najlepiej za Ocean, bo w Europie też cholera wie, jak będzie. To oczywiście bzdury. Oczywiście nie należy wrogich aktów lekceważyć, ale po pierwsze – część wrogich dronów została zestrzelona. Po drugie – panika nie prowadzi do niczego. Należy na spokojnie przygotować się na przetrwanie kilku trudnych dni – na wypadek nie tylko inwazji, ale i klęski żywiołowej, ataku terrorystycznego. Czy wreszcie blackoutu, czyli wyłączenia prądu na dużym obszarze na parę dni. Dobrze przejść kursy samoobrony, udzielania pierwszej pomocy, umieć strzelać. Należy domagać się powszechnego szkolenia obronnego (i to na poziomie już szkoły podstawowej), rozwoju obrony cywilnej, budowy schronów. Panika jest jednak najgorszym, co może nas dziś spotkać. Warto o tym pamiętać.




