W ostatnim czasie wszyscy komentują sprawę SAFE. Jedni prezydenta Karola Nawrockiego za zawetowanie ustawy chwalą, inni ostro krytykują. Jednak znacznie mniej uwagi przykuwa inne weto – w sprawie Kodeksu Postępowania Karnego. A więc m.in. stosowania aresztów tymczasowych. I niestety pat w sprawie sądownictwa sprawia, że raczej nie widać nadziei na poprawę sytuacji, a ta jest dramatyczna.
Nie zamierzam tu wchodzić w merytoryczne wnioski wokół samej ustawy, jak i uzasadnienia weta. To robią inni, „wiedzący lepiej na każdy temat”, z różnych stron politycznej jatki. Jednak kluczowe jest to, że Karol Nawrocki ustawę, która miała między innymi szafowanie aresztem tymczasowym ograniczyć, zawetował. I to, że nawet jeśli prezydent swoją wersję ustawy by przedstawił, to w odwecie zamrozi to marszałek Włodzimierz Czarzasty, ewentualnie nie poprze strona rządowa. Areszty tymczasowe będą więc istnieć w najlepsze. A o problemie z tym związanym piszemy od lat. Oczywiście nie jest tak, że areszt tymczasowy zupełnie nie spełnia swojej funkcji. Na pewno musi być stosowany w sytuacjach, gdy podejrzany o przestępstwo może zagrozić innym. Albo nawet nie może zagrozić, ale istnieje szansa na to, że ktoś, będąc płotką, pomoże w śledztwie.
Jak jest winny, niech siedzi, ale w więzieniu
Na przykład ktoś, kto był „odbierakiem” pracującym dla wnuczkowej mafii, w celi zmięknie i wskaże mocodawców. Jednak w wielu przypadkach chodzi o coś innego. Komuś nie opłaca się wzywać podejrzanego na przesłuchanie, a w celi delikwent jest „pod ręką”. Postępowania się ciągną, więc areszt się przedłuża. I zamiast trzy bądź sześć miesięcy, trwa kilka lat. Stąd areszt tymczasowy publicystycznie nazywa się często „wydobywczym”. A zasada powinna być jasna. Tam, gdzie się da, można stosować środki wolnościowe. Dozory, także elektroniczne. Jak jest konieczność, trzeba podejrzanego umieścić w areszcie. Nawet wtedy nie ma jednak usprawiedliwienia dla przedłużania aresztu w nieskończoność. Powinien być jak najszybszy, uczciwy proces. Trzy miesiące, w szczególnych sytuacjach pół roku powinny wystarczyć do przedstawienia aktu oskarżenia i rozpoczęcia procesu. Jak sprawa jest bardzo skomplikowana, a groźny zabójca musi przejść na przykład badania psychiatryczne, to przecież może przechodzić je w zamkniętym zakładzie, który aresztem nie jest.
Areszt to broń do rozsądnego stosowania
Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że przestępców należy karać, a ludzi niebezpiecznych izolować także przed procesem. Problem polega jednak na tym, że bardzo często areszty wydobywcze dotyczą przestępstw niekryminalnych. Gdzie na przykład podejrzany nadepnął na odcisk lokalnym, czy ogólnopolskim układom. Ktoś podejrzany o przestępstwo powinien mieć uczciwy, szybki proces. Jest winny – wtedy trafia za kraty, ale już do więzienia, gdzie odsiaduje wyrok. Gdy jest niewinny, zostaje na wolności. W przypadku aresztów jest jeszcze jeden problem – jeśli ktoś okaże się niewinny, może dochodzić odszkodowań za niesłuszny areszt. Dlatego konieczne są prawdziwe, a nie pozorowane reformy państwa i wymiaru sprawiedliwości. A areszty choć potrzebne, nie mogą być nadużywane. Rzecz w tym, że chyba nikt nie jest w tej kwestii optymistą. Podobnie jak w przypadku artykułu 212, wydobywczy areszt krytykują wszyscy, ale jedynie wtedy, gdy ich on dotyczy.




