Siedząc w parku na ławce, możemy obawiać się zaczepek meneli, upadku konaru, pogorszenia pogody i nagłej ulewy. Nie możemy wykluczyć bliskiego spotkania z kieszonkowcem bądź spuszczonym ze smyczy niewyszkolonym psem rasy bojowej, Jednak chyba w najbardziej zwariowanych snach i projekcjach nie przewidujemy ataku ze strony współczesnego Robin Hooda i postrzału z łuku. A do takiego właśnie zdarzenia doszło w parku na Białołęce.
Ten piątek trzynastego 45-latek, który wieczorem udał się do parku przy Strumykowej, zapamięta długo. Nie każdy wypad do parku kończy się postrzałem z łuku i pobytem w szpitalu. Jak relacjonuje Komenda Stołeczna Policji, dochodziła godzina 19.00. Mężczyzna siedział na ławce w parku. Nagle w jego kolanie… utkwiła strzała z łuku. Wystrzelił ją mężczyzna, strzelający do tarczy naprzeciwko ławki 45-latka. Bywalcy parku byli jednak przekonani, że korzysta on z zestawu zabawowego. Strzała okazała się prawdziwa… policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Ratownicy stwierdzili, że konieczna jest hospitalizacja – relacjonuje policja. Karetka odwiozła 45-latka do szpitala. Policyjny technik wykonał oględziny miejsca zdarzenia oraz zabezpieczonego zestawu łuczniczego. Funkcjonariusze przesłuchali pokrzywdzonego oraz świadków. Mundurowi zatrzymali 34-letniego obywatela Białorusi. Na szczęście badanie w szpitalu wykazało, że obrażenia 45-latka nie były bardzo poważne. Jednak cała sytuacja była naprawdę bardzo groźna, mogło dojść do tragedii – podsumowuje policja.



