Należy jasno i konkretnie podkreślać, że to nie Bór Komorowski, nie Leopold Okulicki, ale oddziały niemieckie i kolaborujące z nimi dokonywały rzezi. Że to nie Antoni Chruściel ale sowieccy dowódcy bezczynnie patrzyli na zagładę miasta. Warto o tym pamiętać.
W dyskusji o Powstaniu Warszawskim często dominują dwie narracje – romantyczna, mówiąca, że Powstanie było super, nie było wyjścia, decyzja była słuszna, nie popełniono błędów. I „realistyczna” jak papuga z okresu PRL powielająca zdanie sowieckiej propagandy, o zdradzie dowódców, którzy celowo wysłali Polaków na rzeź. Obie narracje są szkodliwe. Prawda jest taka, że Powstanie należy czcić za bohaterstwo uczestników, że należy podkreślać i szanować cierpienie cywilnej ludności, o której wciąż mówi się za mało. Jednak dyskusje o sensie toczyć można, ale zostawić należy je historykom. I rozpatrywać w kategoriach ewentualnie błędu (nie brak głosów, że błędem było nie tyle samo wywołanie powstania, co decyzja o kontynuacji walki w mieście za wszelką cenę), ale na pewno nie wolno dowódcom zarzucać zbrodni. Błąd, że ktoś uwierzył, że Sowieci pomogą, jest naiwnością, ale nie zdradą. Należy jasno i konkretnie podkreślać, że to nie Bór Komorowski, nie Leopold Okulicki, ale oddziały niemieckie i kolaborujące z nimi dokonywały rzezi. Że to nie Antoni Chruściel ale sowieccy dowódcy bezczynnie patrzyli na zagładę miasta. Warto o tym pamiętać.
(Materiał archiwalny, przypominamy w ramach cyklu NIEDZIELNY TELEGRAF)



