Kompletnie rozebrany 30-latek, mający na sobie jedynie slipy i skarpetki, biegł jedną z głównych arterii Pragi-Południe. Gdy na horyzoncie pojawiły się błyskające koguty radiowozu, uciekał, po czym nagle rzucił się na ziemię. Mówił, że ubranie zerwał w lesie, którego w pobliżu nie było. Okazało się, że potrzebuje pilnej pomocy w szpitalu.
Do zdarzenia doszło w czwartkowy wieczór. Jak relacjonuje straż miejska, funkcjonariusze z VII Oddziału Terenowego otrzymali niecodzienne zgłoszenie. Ulicą Ostrobramską szedł rozebrany mężczyzna – jedynie w skarpetkach i slipach. Idąc, raz przyśpieszał, raz zwalniał, a gdy zobaczył radiowóz, zaczął uciekać między osiedlowe bloki. Mundurowi ruszyli w pogoń. Widząc zbliżających się strażników, kompletnie zdezorientowany 30-latek uniósł ręce w geście poddania i bezwładnie osunął się na betonowy chodnik.
Nie bądźmy obojętni
To, co mężczyzna zaczął opowiadać, zszokowało mundurowych jeszcze bardziej niż jego wygląd. 30-latek powiedział strażnikom miejskim, że zmierza piechotą do dzielnicy Wesoła. Mówił, że idąc przez las, zalała go fala gorąca, więc zerwał z siebie ubrania i porzucił je w gęstwinie. Rzecz w tym, że w pobliżu nie ma żadnego lasu. Strażnicy zorientowali się, że mają do czynienia z człowiekiem w stanie silnego załamania lub pod wpływem nieznanych substancji. Wezwali policję oraz pogotowie ratunkowe – relacjonuje straż miejska. Przybyli na miejsce policjanci sprawdzili bazę danych – 30-latek nie był poszukiwany listem gończym. Medycy z karetki pogotowia uznali, że mężczyzna wymaga pilnej pomocy medycznej, karetką zawieźli go do szpitala – podsumowuje straż miejska. Warto pamiętać, że zachowania odbiegające od przyjętych norm mogą oznaczać, że osoba dziwnie się zachowująca potrzebuje specjalistycznej pomocy. Nie bądźmy obojętni, jeśli sami boimy się interweniować, wezwijmy pomoc.



