Mistrzostwa Świata pozytywnie zaskoczyły poziomem czysto piłkarskim, jedyną złą stroną poszerzenia turnieju była duża liczba spotkań, powodująca u widza przesyt. Mundial powinien być świętem, a tych meczów było za dużo. Jednocześnie często drużyny skazywane na klęskę prezentowały zaskakująco wysoką jakość. Minusem turnieju była brutalność, szczególnie w wykonaniu Argentyńczyków i Paragwajczyków. Kontrowersje budziło sędziowanie, a prawdziwym skandalem było wejście do sportu brudnej polityki – flaga Rosji na otwarcie turnieju, anulowanie czerwonej kartki dla reprezentanta USA – mówi Mirosław Kuszczak, ojciec i wieloletni menedżer bramkarza reprezentacji Polski Tomasza Kuszczaka, pułkownik Wojska Polskiego, przed laty uczestnik misji pokojowych ONZ w Afryce i Azji, oficer pracujący w NATO, Komentator „Nowego Telegrafu Warszawskiego”.
Mecz finałowy nie mógł zachwycić, ale pod względem sportowym oceniam Mistrzostwa Świata bardzo wysoko. Poza drobnymi wyjątkami mecze grupowe trzymały świetny poziom. Zaskoczyło mnie to, że mimo ogromnej liczby drużyn, poziom mocno się wyrównał. Różnice między ekipami z Afryki, czy Ameryki Południowej, były minimalne. Oczywiście Europa wciąż dominuje. Rozczarowała nieco Brazylia – zawsze groźna, ale na tym turnieju kompletnie bez pomysłu.
Ogromne odległości mogły być problemem
Kibicom w Europie na pewno doskwierały pory nadawania spotkań. Praca i codzienne obowiązki utrudniały oglądanie meczów o trzeciej nad ranem, choć na szczęście ratowały nas powtórki. Organizacyjnie – patrząc przez pryzmat telewizji – turniej przygotowano z gigantycznym rozmachem i perfekcją. Choć trzeba pamiętać, że rozbicie mistrzostw na trzy ogromne kraje wiązało się z olbrzymimi kosztami i było wycieńczające dla samych piłkarzy. Setki godzin spędzonych w samolotach brutalnie wybijały z rytmu treningowego i regeneracyjnego. Sam pomysł, by drabinkę turnieju wzorem zawodów tenisowych dostosować do najsilniejszych drużyn, moim zdaniem się obronił. Hiszpania, Argentyna, Anglia i Francja zameldowały się w półfinale. Uważam jednak, że na formie Anglików w walce o finał odbiła się liczba przelecianych kilometrów – Synowie Albionu pokonali ich najwięcej. Nie tylko jako ojciec piłkarza, ale też oficer, który uczestniczył w misjach wojskowych, doskonale wiem, jak duże znaczenie ma regeneracja przed wysiłkiem i jak ogromnym obciążeniem jest długi lot. Moim zdaniem to właśnie było powodem słabszej gry Anglii w półfinale. To sprawiło, że zameldowała się w nim Argentyna.
Obrońcy tytułu najsłabszym półfinalistą?
Z całym szacunkiem dla obrońców tytułu uważam, że spośród czterech półfinalistów właśnie Albicelestes byli zespołem najsłabszym, co zresztą brutalnie obnażyli w finale Hiszpanie. Zarówno Mistrzowie Europy, jak i Anglicy oraz Francuzi zasłużyli na grę o złoto zdecydowanie bardziej. W przypadku Anglików w meczu półfinałowym z Argentyną zdecydowała jednak dyspozycja dnia. Można uznać, że Anglia przegrała ten mecz wyłącznie taktycznie. Argentyna nie powinna znaleźć się w finale, przez cały turniej drużynę ciągnął głównie Leo Messi. Sprawiedliwym zwieńczeniem turnieju byłby pojedynek Anglii z Hiszpanią. Co więcej, sam styl gry Argentyny bardzo mi się nie podobał. Podopieczni Scaloniego grali niesamowicie ostro, wręcz chamsko, uciekając się do brzydkich i nieprzyjemnych dla oka fauli. Podczas gdy większość zespołów – w tym drużyny afrykańskie, grające przecież zawsze twardo – okazywały sobie na boisku pełen szacunek, ze strony Argentyńczyków tego szacunku brakowało. Taka „wiejska kopanina” nie przystoi zawodnikom tej klasy. Z tego powodu kibicowałem każdemu, kto grał przeciwko nim. A z Anglią wygrali tylko dlatego, że rywalom jakby ktoś nagle odłączył prąd.
Piłkarsko turniej się obronił
Mimo to uważam, że i tak sam turniej, pod względem czysto piłkarskim się obronił. Choć w przyszłości będą zmiany. Mówi się o 64 zespołach – ja to uważam za przesadę. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłby turniej 48 drużyn, ale podzielonych na 16 grup, których zwycięzcy awansują bezpośrednio do 1/8 finału, nie byłoby 1/16. A jednocześnie każdy grałby o życie, bo liczyłby się tylko zwycięzca grupy. Oczywiście pada argument, że przy 64 zespołach będzie w miarę uczciwie, bo będą jasne kryteria – awansują po dwa zespoły każdej grupy. I to prawda, nie obawiam się też obniżenia poziomu przez zwiększenie liczby drużyn. Problemem przy tak rozbudowanym mundialu byłaby jednak liczba spotkań – mistrzostwa powinny być świętem, gdy tych meczów są setki, to wielu nawet fanatyków futbolu zaczyna mieć przesyt. Tak czy inaczej turniej piłkarsko się obronił, organizacyjnie nawet też.
Polityka psuje imprezę
Zdecydowanie gorzej wyglądało to pod względem politycznym. Potwornym skandalem już na początku turnieju było pojawienie się flagi Rosji na uroczystości otwarcia. Rosja nie ma prawa być w żaden sposób honorowana na takiej imprezie. W początkowej fazie turnieju mało było Donalda Trumpa, niestety prezydent USA przypomniał o sobie przy okazji decyzji o anulowaniu czerwonej kartki na napastniku amerykańskiej reprezentacji. Efektów sportowych nie osiągnął – drużyna USA, która początkowo zyskała sporą sympatię dzięki naprawdę przyjemnej grze, straciła szacunek kibiców na całym świecie. Belgów to zmobilizowało, w efekcie Amerykanie przegrali i to w kiepskim stylu. A jednocześnie wmieszanie się Trumpa pozostawiło ogromny niesmak. To kompromitacja, jednak prawdziwa hańba to rosyjska flaga na uroczystości otwarcia. Do zakończenia wojny Rosjan na światowych turniejach być nie powinno. Dotyczy to nie tylko piłki nożnej, ale też boksu, siatkówki, tenisa i innych dyscyplin.
Sędziowanie problemem, ale spiskowe teorie przesadzone
Sędziowanie w wielu wypadkach pozostawiało sporo do życzenia, a wybór słoweńskiego arbitra Slavko Vincicia do meczu finałowego był fatalną decyzją. Sędzia ten fatalnie sędziował już spotkanie Polski ze Szwecją w finale baraży o awans do Mistrzostw Świata. Nie zgadzam się z opinią, że to przeciętny sędzia, który nie radzi sobie z presją. To sędzia po prostu zwyczajnie słaby, w ogóle nie na poziom międzynarodowy. Co nie oznacza, że wypacza celowo wyniki – po prostu bardzo źle sędziuje. Teorie, że sędziowie celowo, z polecenia FIFA pchali Argentynę, uważam za mocno przesadzone. Argentyńczycy faktycznie grali momentami chamsko, nie zasłużyli nawet na grę w finale i dobrze, że ostatecznie nie obronili tytułu. Jednak doszukiwanie się spisków jest mocno przesadzone – gdyby taki spisek był, Messi i spółka sięgnęliby po złoto. Dlatego bardzo dobrze, że Mistrzem Świata została fenomenalna Hiszpania.




