Temat programu SAFE i zawetowanie ustawy o przyjęciu unijnej pożyczki przez prezydenta wywołał ożywione dyskusje w Polsce, stał się tematem także poza granicami. Nie wchodząc w dyskusję na ten temat, przyjrzyjmy się fundamentom globalnego i kontynentalnego bezpieczeństwa. Gdzie są nasze punkty zaczepienia i gdzie istnieje zagrożenie, że możemy się wywrócić.
12 marca minęło 27 lat od wejścia Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. 1 maja miną 22 lata członkostwa naszego kraju w Unii Europejskiej. W tamtym czasie większość komentatorów, ekspertów i medialnych mędrków przekonywała, że historia się skończyła. Niektórzy posuwali się nawet do teorii, że Unia jeszcze ok, bo daje dobrobyt, ale NATO po co, skoro żadnej wojny nigdy nie będzie. Potem były jeszcze pobłażliwe opinie (i co gorsze działania) wobec Rosji, uznawanie kremlowskiego zbrodniarza (którym był już wtedy) za wzór demokraty. Było, minęło. Dalecy jesteśmy od ostrego atakowania naiwności polityków sprzed przeszło dwóch dekad. Bardziej należy docenić tych, którzy zagrożenia przewidzieli. Jak jednak wygląda sytuacja dziś?
Filar pierwszy – własna siła i wiele zaniedbań
Niezależnie od tego, do jakiego sojuszu należysz, stałego czy doraźnego, nic nie zwalnia z budowania własnej siły. Ukraina otrzymała pomoc z Zachodu nie dlatego, że zachodni, czasem wcześniej prorosyjscy politycy tak Ukrainę kochają. Dostała wsparcie, bo stawiła opór i plan podbicia kraju w trzy dni, Putinowi się nie udał. Po zajęciu Krymu, gdzie obrona była marna, Zachód protestował, ale jedynie werbalnie. Tu udzielił wsparcia. Oczywiście nie musi być tak, że od razu zbudujemy broń atomową. To długi proces, który ma swoje zalety, ale i wady. Pozytywy to oczywiście odstraszanie potencjalnego agresora. Negatywy są takie, że w razie faktycznego konfliktu nuklearnego na większą skalę, państwa mające broń nuklearną obrywają jako pierwsze. Profilaktycznie, nawet jak w konflikcie nie uczestniczą. Jednak budowa własnej siły, także konwencjonalnej, rozwój służb specjalnych i obrony cywilnej to podstawa. Można nie zgadzać się z Donaldem Trumpem, ale krytykując te kraje, które wydają za mało na obronność, ma sto proc. racji.
Filar drugi – sojusz ze Stanami Zjednoczonymi
Niezależnie kto w USA rządzi, to jedynie supermocarstwo, które może nas w pełni obronić. Ryzykiem jest prorosyjskość części amerykańskich polityków. Wojna w Iranie może być wygrana, ale może też się przedłużyć, co sprawi, że Amerykanie więcej uwagi będą poświęcać na Bliskim Wschodzie, nie w naszym regionie. Wreszcie ich rywalizacja z Chinami. Zimna, która jednak może stać się gorąca, wtedy tym bardziej uwaga Waszyngtonu może być gdzie indziej. Jednocześnie próba budowania alternatywy i wypychania Amerykanów z naszego kontynentu byłaby skrajnie głupia. Na szczęście chyba takie działania mają w głowach rozmaici polityczni celebryci, a nie faktyczni decydenci. I tak – na naszych łamach odnosiliśmy się krytycznie i wobec amerykańskiej lewicy, której polityczna poprawność stworzyła ruch MAGA, jak i do samego ruchu obecnego prezydenta, który jest za co krytykować. A wypowiedzi Trumpa o żołnierzach NATO są niedopuszczalne. Nie zmienia to faktu, że Stany czy Trumpa, czy Bidena, są kluczowym sojusznikiem.
Filar trzeci – współpraca w ramach UE
Unia nie podoba się wielu konserwatystom. I tak, można ją krytykować. Problemem jest z jednej strony próba zdominowania innych państw przez najsilniejsze kraje, z drugiej dominująca lewicowa ideologia. Z trzeciej opisywana już przez nas prorosyjskość części skrajnej prawicy i skrajnej lewicy zresztą też. Niemcy żadnej armii nie zbudują, bo choć mają na to środki, brakuje chętnych do służby. Francja ma armię, ale potężne problemy wewnętrzne. W przypadku dyskusji o SAFE pełno było emocji, brakło fundamentalnego pytania. Co z europejską obronnością, jeśli na przykład w Niemczech władzę przejmie AFD, a we Francji partia Marie LePen. To jednak także ważne pytanie do rosnącej liczby polskich zwolenników POLEXITU. Jak się będą pozycjonować, gdy zostaniemy sami, a we wspomnianych Niemczech i Francji wygrają ruchy skrajne. Konserwatyści, zamiast z Unii wychodzić, powinni ją zmieniać. Problem w tym, że duże partie karierę w Brukseli traktują jako emerytury dla swoich działaczy. Tak miękkiej siły się nie zbuduje.
Filar czwarty – Trójmorze ideą piękną, ale źle robioną
Tydzień temu Przemysław Harczuk w kolejnym odcinku cyklu o sprawie Mirosława Ciełuszeckiego i Marka Karpia wspominał o Trójmorzu realnym, nie bajkach dla dzieci. Dziś budowa zależności gospodarczych z krajami dawnej ZSRR byłaby trudna, jednak należy bezwzględnie wspierać ich niepodległościowe dążenia względem Moskwy. Należy też wszelkie sojusze tego typu budować na zasadzie wspólnych interesów, nie mrzonek o polskiej dominacji. Jak pisaliśmy kilka tygodni temu dla Łotysza, Litwina, czy Czecha wejście do sojuszu pod przewodnictwem Polski przeciwko sojuszowi zdominowanemu przez wciąż silniejsze politycznie i ekonomicznie Niemcy, to żaden interes. Sojusz z Polską i innymi krajami Europy Środkowej NA RÓWNYCH ZASADACH, by budować wspólnotę interesów w Europie, może mieć sens. Ten filar może wywalić się przez megalomanię polityków chcących dominować oraz rozbieżne interesy niektórych sojuszników. Na przykład Finlandia rosyjskich zagrożeń jest świadoma, Węgry i Słowacja mają inne priorytety. Reasumując, jak pisaliśmy w poprzednim tekście o filarach bezpieczeństwa, należy zagrać na różnych fortepianach.



