I znów „podły kierowca dostawczaka” zastawił chodnik. I piesi nie mają gdzie chodzić. Jedni odsądzają go od czci i wiary. Inni bronią, że towar dostarczyć musi, co zrobić mają ludzie starsi, czy niewidomi. Rozwiązanie jest. Ale wymaga wyjścia poza ideologiczne bańki.
Bo i racja jest po obu stronach. Faktycznie auta dostawcze w miejscu przeznaczonym do chodzenia mocno utrudniają życie pieszym. I przede wszystkim mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa. Z drugiej strony właściciele sklepików, zakładów rzemieślniczych, muszą jakoś przyjąć towar. Dobre rady, typu kupienie wózeczka i dostarczanie z parkingu są przemiłe, ale nie jest to zawsze możliwe. Argumenty, że nie trzeba było wynajmować lokalu w takim miejscu to już skandal i chamówa. Bo najczęściej gdy ludzie ci swoje lokale wynajmowali ograniczeń dla parkowania nie było. Zagraniczne dyskonty najczęściej mogą obok budowanych sklepów mieć parkingi. Co więcej – usunięcie punktów usługowych i rzemieślniczych byłoby ze szkodą dla tkanki miejskiej.
Rozwiązania można szukać w… mrocznym czasie lockdownu. Wtedy obowiązywały, absurdalne dość, godziny dla seniorów. W konkretnych godzinach, od 10.00 do 12.00 zakupy mogły robić tylko osoby starsze. To nie było dobre rozwiązanie. Ale można wprowadzić godziny dla dostawców. To znaczy – w konkretnym czasie, przed i po godzinach szczytu, dostawcy mogliby podjeżdżać pod sklepy i parkować. W tym czasie piesi wiedzieliby, że są to godziny dla dostawców, więc w danych godzinach najlepiej na spacer się nie wybierać. Ma taki kompromis swoje minusy. Między na przykład 6.00 a 7.00 piesi musieliby bardziej uważać. Z kolei dostawcy i właściciele punktów musieliby wybierać na dostawy konkretne godziny, nie iść na żywioł. Są być może warianty lepsze, ale bardziej kosztowne (na przykład dostawcy parkują na parkingach, a wyspecjalizowane grupy wożą wózkami towar). Jednak na pewno choć rozwiązanie nie jest idealne, jest lepsze niż coraz bardziej męczące i obrzydliwe jatki w mediach społecznościowych.



