Maik Nawrocki ostatecznie odchodzi z Legii Warszawa. Trafi do Celticu Glasgow. Na transferze stołeczny klub już teraz zarobi 5-6 milionów euro. Co więcej otrzyma też procent od kolejnych transferów. A biorąc pod uwagę wzmocnienia, jakie poczyniono, odejście zdolnego defensora nie będzie wyrwą, jak było choćby z pożegnaniem Josipa Juranovicia.
Zazwyczaj co roku kibice latem byli wściekli. Przygotowania do pucharów, początek sezonu, a tu odchodzi kilku kluczowych zawodników. Najlepszym przykładem był reprezentant Chorwacji Josip Juranović, którego włodarze klubu sprzedali tuż przed jednym z ważnych, pucharowych spotkań. Chorwat ze swoją reprezentacją zajął potem na mistrzostwach Świata w Katarze trzecie miejsce. Jego odejście z Legii było sporą wyrwą. Niestety nie jedyną. Tegoroczne wakacje są jednak inne. Klub dokonał wartościowych wzmocnień.
Transakcja win-win
Niemal na każdej pozycji jest przynajmniej dwóch, a nawet trzech zawodników, mogących grać na wysokim poziomie. Od dawna było jasne, że któryś z podstawowych piłkarzy – Kacper Tobiasz, Maik Nawrocki, Bartosz Slisz – odejdzie. Transfer Nawrockiego nie zaskakuje. Sytuacja jest win win, czyli zyskują wszyscy. Piłkarz, bo trafia do klubu, w którym ma szansę przebić się na zachodnim rynku. Klub, bo zarabia duże pieniądze. Co więcej – to nie koniec, bo może zyskać przy każdym kolejnym transferze. Zyska być może reprezentacja – młody zawodnik był w szerokiej kadrze Czesława Michniewicza na MŚ, ale może się rozwinąć jeszcze bardziej. Legia na wypadek odejścia Nawrockiego zdołała się zabezpieczyć. Do drużyny dołączył prezentujący naprawdę wysoki poziom Radovan Pankov. Dziś jest czterech zawodników do podstawowej trójki obrońców – Rafał Augustyniak, Artur Jędrzejczyk, Yuri Ribeiro i wspomniany Pankov. W odwodzie jest Lindsay Rose oraz młodziutki Jan Ziółkowski. A klub nie wyklucza ściągnięcia jeszcze jednego wartościowego obrońcy.
Wychowanek Werderu idzie w ślady Boruca
Maik Nawrocki ma 22 lata. Jest wychowankiem Werderu Brema, grał w młodzieżowej reprezentacji Polski. Do Legii trafił dwa lata temu. Wywalczył wicemistrzostwo i Superpuchar Polski. Teraz idzie w ślady Artura Boruca, który z Legii trafił również do Celticu. I był tam gwiazdą. Potem występował też w Serie A i angielskiej Premier League. Stosunek warszawiaków do Celticu jest delikatnie mówiąc średni. Wszystko przez sytuację z 2014 roku. Legioniści roznieśli Szkotów w eliminacjach Ligi Mistrzów, wygrywając dwumecz 6:1 (4:1 w Warszawie, 2:0 w Glasgow). Niestety, w końcówce wyjazdowego spotkania na boisko wszedł Bartosz Bereszyński, który z uwagi na kartki wystąpić nie mógł. Błąd działaczy okrutnie się zemścił – UEFA zweryfikowała wynik na walkower. W efekcie dwumecz skończył się remisem 4:4, a obowiązywała wtedy jeszcze zasada wyżej punktowanych bramek na wyjeździe. Legioniści musieli zadowolić się Ligą Europy. Kibice mieli żal, że Celtic niehonorowo na zamieszaniu skorzystał.
Trampolina do dalszej kariery
Miłości do Szkotów w Warszawie być nie może. Ale z punktu widzenia piłkarza Celtic to dobry wybór. Nawrocki idzie do klubu walczącego o mistrzostwo Szkocji (liczą się tam tylko Celtic i Rangersi). To doskonała trampolina do angielskiej Premier League, a więc najlepszej ligi świata. Legia zarobi 5-6 milionów euro już teraz. W przypadku sprzedaży Nawrockiego na przykład do Manchesteru, czy Arsenalu kwota dla Legii wyniesie pewien procent od wysokości transakcji. Media pisały o 20 procentach. Przy transferze np. za 20 milionów (czego piłkarzowi wypada życzyć), konto warszawskiego klubu wzbogaciłoby się o kolejne 4 miliony euro. O tym, czy Legia jest faktycznie tak mocna jak przewidują media (my również) dowiemy się niebawem. W czwartek legioniści już bez Nawrockiego zagrają z Ordabasy Szymkent z Kazachstanu, w pierwszym meczu II rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji UEFA. Jeśli awansują, rywalem w III rundzie będzie zwycięzca pary Austria Wiedeń (austriacka Bundesliga) – Borac Banja Luka (Bośnia).



