Dramat ośmiolatki z Ukrainy. Do Warszawy trafiła pierwszy raz. W środę konkubent matki porzucił ją samą na Brzeskiej. Dziewczynka była przestraszona i głodna. Płaczącemu dziecku pomogli przechodnie.
Wstrząsające sceny rozegrały się we wtorkowe południe. Jak informuje straż miejska, ośmiolatka i jej niesłysząca mama w poniedziałek, 24 lipca wieczorem przyjechały do Warszawy. Towarzyszył im konkubent matki, obywatel Gruzji. We wtorek, 25 lipca rano, gdy matka jeszcze spała, ojczym obudził dziewczynkę i powiedział, że pojadą na rowerową wycieczkę. Gdy dojechali na Brzeską, konkubent kazał się jej zatrzymać na wysokości ulicy Wieczorkiewicza. Powiedział, żeby dziewczynka poczekała na niego 5 minut, a sam odjechał w stronę Ząbkowskiej zabierając jej telefon i dokumenty. Mężczyzna nie wrócił. Zapłakanym dzieckiem zainteresowali się przechodnie – relacjonuje straż miejska. Po 12.30 zgromadzenie ludzi przed jedną z kamienic przy ulicy Brzeskiej patrolujący Pragę funkcjonariusze straży miejskiej.
Jedna z kobiet poinformowała ich o sytuacji. Funkcjonariusze straży miejskiej uspokoili dziewczynkę mówiąc, bezpiecznie wróci do domu. Dziecko mówiło po polsku, ale z wyraźnym obcym akcentem. Zapłakana i głodna ośmiolatka powiedziała, że pochodzi z Ukrainy, a w Polsce mieszka od około dwóch lat. Potem opowiedziała, co stało się w ostatnich dniach i godzinach – informuje straż miejska. Dziewczynkę nakarmiono, a strażnikom udało się skontaktować z dyrekcją jednej ze szkół, do której uczęszczała ośmiolatka. Dzięki temu funkcjonariusze ustalili namiar do babci dziecka, mieszkającej w Lublinie. Na miejsce przyjechał patrol policji, który skontaktował się z kobietą. Babcia powiedziała, że przyjedzie do Warszawy i odbierze wnuczkę. Dziewczynka trafiła na razie do komendy rejonowej.



