Przed startem kolejnego pucharu, przypomnijmy wielką historię. Jak Legia europejski puchar prawie wywalczyła. Ponownie publikujemy tekst, który ukazał się już w Nowym Telegrafie Warszawskim.
Legia Warszawa szykuje się do sezonu. Po roku przerwy wraca do europejskich pucharów. Zagra w Lidze Konferencji. Rywalem będzie Ordabasy Szymkent z Kazachstanu. Przypominamy jeden z największych pucharowych sukcesów, półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów z sezonu 1990/91.
1:0 w Warszawie 6 marca 1991 roku, 2:2 w Genui 20 marca. Po raz ostatni polski klub awansował do półfinału europejskich pucharów. Oto jeden z najwspanialszych sezonów polskiej klubowej piłki.
Oczywiście dziś nie ma co porównywać. Wtedy by dojść do półfinału trzeba było pokonać trzy rundy. Teraz przejście trzech rund da awans do fazy grupowej. Z drugiej strony, w fazie eliminacyjnej są rywale do przejścia. 32 lata temu legioniści eliminowali lidera najmocniejszej ligi świata, toczyli wyrównane boje z Manchesterem Utd i byli blisko zdobycia europejskiego pucharu!
Nie dawano im większych szans
Na przełomie lat 80. i 90. Legia była klubem czołowym, ale bynajmniej nie najmocniejszym w lidze. Mistrzostwa przez lata nie mogła wywalczyć. Sezon 1989/90 zakończyła na miejscu siódmym, zdobyła puchar Polski. W Pucharze Zdobywców Pucharów w 1/16 finału zmierzyła się z zespołem z Luksemburga Sfiwt Hesperange. Bez problemu wygrała dwukrotnie 3:0 i 3:0. W 1/8 finału rywalem Legii było szkockie Aberdeen. Na wyjeździe padł bezbramkowy remis. Za to w Warszawie legioniści zwyciężyli 1:0. Przed rundą wiosenną z klubu odszedł do Galatasaray Stambuł będący największą wtedy gwiazdą, Roman Kosecki. A losowanie wypadło najgorzej z możliwych.
Polacy trafili na Sampdorię Genua. Drużynę z najmocniejszej wtedy ligi na świecie – włoskiej Serie A. I nie był to przeciętniak włoskiej ligi. Sampdoria broniła trofeum, a w lidze włoskiej pewnie zmierzała po mistrzostwo. Do Warszawy przyjechała ekipa naszpikowana gwiazdami. Z Roberto Mancinim w ataku, Pietro Verhovodem, Antillo Lombardo, Srecko Katanecem, Gianlucą Pagliucą w bramce. W pierwszym meczu nie zagrał wprawdzie Gianluca Vialli. Ale legioniści przystąpili do meczu nie tylko bez Koseckiego, ale też bez kontuzjowanego Krzysztofa Budki. A w dziewiątej minucie meczu w Warszawie kontuzji doznał napastnik, Andrzej Łatka. Jego miejsce zajął 19-letni Wojciech Kowalczyk. W meczu zmarnował świetną okazję, jego talent miał się objawić w pełni za dwa tygodnie… za to tuż przed przerwą prowadzenie dla Legii uzyskał Dariusz Czykier. I takim wynikiem skończył się mecz.
Sensacja stała się faktem
Skromne 1:0 potraktowano jako sukces. Nikt jednak nie wierzył w awans. Szczególnie, że na rewanż do składu ekipy z Genui wracał Vialli. A jednak, dzień 20 marca 1991 roku przeszedł do historii polskiej piłki. W 19 minucie Wojciech Kowalczyk strzelił pierwszego gola dla gości. Legioniści bronili się umiejętnie, świetnie między słupkami spisywał się Maciej Szczęsny, ojciec Wojciecha, bramkarza reprezentacji Polski. Do przerwy było 1:0, a Włosi do awansu potrzebowali aż trzech goli. W drugiej części rzucili się do ataku, ale w 54 minucie legioniści wyprowadzili zabójczą kontrę. Wojciech Kowalczyk podwyższył na 2:0.
Gospodarze, by awansować, musieli zdobyć już cztery gole. I zaczęli strzelać. Najpierw Roberto Mancini (obecny selekcjoner reprezentacji Włoch) zdobył bramkę kontaktową. Na pięć minut przed końcem wyrównał Vialli. W dodatku zrobiło się naprawdę dramatycznie. Po bramce Mancini chciał szybko zacząć grę od własnej połowy. Wyciągając piłkę z siatki uderzył Szczęsnego. Polski bramkarz mu oddał. A sędzia obu zawodnikom pokazał żółte kartki. Problem w tym, że Szczęsny miał już kartkę za opóźnianie gry, otrzymał więc drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną. Limit zmian był wykorzystany, więc w bramce stanął piłkarz z pola, Marek Jóźwiak. I gola nie puścił! A Legia zagrała w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów!
Bez wstydu z Czerwonymi Diabłami
W czołowej czwórce znalazły się też FC Barcelona, Juventus Turyn, Manchester UTD. I ten ostatni klub wylosowali legioniści. W meczu w Warszawie znów zapachniało sensacją po bramce Jacka Cyzio. Goście szybko jednak wyrównali. A w końcówce pierwszej połowy czerwoną kartkę zobaczył Jóźwiak. W drugiej części grający w dziesiątkę legioniści byli tłem dla Anglików. Przegrali ostatecznie 1:3. W rewanżu na Old Trafford oba zespoły stworzyły wyśmienite widowisko, remisując 1:1. Wyrównującego gola zdobył Kowalczyk. Jest ostatnim piłkarzem, który dla polskiego klubu zdobył bramkę w półfinale europejskiego pucharu. W finale Manchester pokonał Barcę 2:1.
Legia w Pucharze Zdobywców Pucharów, sezon 1990/91
1/16 finału:
Legia – Swift Hesperange 3:0 – gole Kosecki (2), Pisz
Swift Hesperange – Legia 0:3 – gole Jóźwiak, Kosecki, Łatka
1/8 finału:
Aberdeen – Legia 0:0
Legia – Aberdeen 1:0, gol Iwanicki
1/4 finału:
Legia – Sampdoria 1:0, gol Czykier
Sampdoria – Legia 2:2, gole Kowalczyk (2)
1/2 finału:
Legia – Manchester Utd. 1:3, gol Cyzio
Manchester – Legia 1:1, gol Kowalczyk



