Dramatyczne sceny w bloku na Kamionku. Bezdomny mężczyzna o mało nie zginął podczas ucieczki przed pracownikiem ochrony. Leżał na klatce schodowej w kałuży krwi. Liczyły się sekundy.
Jak wynika z relacji Straży Miejskiej, pracownik ochrony podczas obchodu klatki schodowej w bloku przy ulicy Mińskiej zauważył obcego mężczyznę. Gdy zapytał nieznajomego co tu robi, ten zaczął uciekać. Wtedy upadł na ziemię. Tak nieszczęśliwie, że potłukł butelki, które miał w reklamówce. I poranił się szkłem w nadgarstki i dłonie. Krew zaczęła tryskać, po kilku sekundach meżczyzna leżał już w kałuży krwi. Tracił przytomność. Przerażony ochroniarz wezwał pomoc. Jak relacjonuje Straż Miejska, funkcjonariusze dostali zgłoszenie o zdarzeniu otrzymali po 22.30. Wiedzieli, że na klatce schodowej jednego z bloków przy ulicy Mińskiej na Kamionku leży krwawiący człowiek. Gdy przyjechali ich oczom ukazał się szokujący widok. Człowiek leżał w kałuży krwi, był nieprzytomny. Upływ krwi był bardzo duży, a mężczyzna mógł wykrwawić się na śmierć. Strażnicy natychmiast wezwali pogotowie ratunkowe, a sami rozpoczęli udzielanie pierwszej pomocy poszkodowanemu.
Mężczyzna miał obficie krwawiące rany nadgarstka i dłoni – relacjonuje Straż Miejska. Pracownik ochrony opowiedział strażnikom, że zauważył bezdomnego, który leżał sobie na pierwszym piętrze budynku. Gdy nieproszony gość zobaczył ochroniarza przestraszył się i zaczął uciekać w dół. Wówczas potknął się, rozbił niesione w torbie butelki i upadł. Rany okazały się groźne dlatego, że bezdomny padając opadł się rękami na ostrych odłamkach szkła. Jak relacjonuje policja, po chwili do strażników udzielających pomocy rannemu dołączył patrol policji. Funkcjonariusze wspólnie założyli rannemu opaskę uciskową i opatrunki na rany dłoni. Do przyjazdu pogotowia monitorowali stan mężczyzny. Przyjechała karetka pogotowia, która zawiozła rannego do szpitala. Jak przypomina Straż Miejska, do tragedii brakowało bardzo niewiele.
(źródło: Straż Miejska)



