Stołeczni radni zagłosowali za tym, by rondo w centrum stolicy przestało nosić imię Romana Dmowskiego. Konkretnie – zagłosowali za stanowiskiem, w którym popierają zmianę nazwy ronda na rondo Praw Kobiet. Bo mocy prawnej uchwała ta nie ma. Do zmiany nazwy nie dojdzie prędko. A być może nie dojdzie w ogóle, bo rondo jako takie miasto chce zlikwidować.
Wszystko w ramach tzw. zwężania alej Jerozolimskich i budowy nowego centrum. Aleje będą węższe, ruch w Śródmieściu ograniczony, a tam, gdzie dziś jest rondo Dmowskiego będzie zwyczajne skrzyżowanie. Bezimienne. Dla jasności – osobiście uważam, że lider Narodowej Demokracji był jednym z ojców naszej niepodległości. Upamiętnienie mu się należy. Zastępowanie ronda Dmowskiego Prawami Kobiet byłoby idiotyzmem, bo przecież jest wiele w mieście miejsc bezimiennych, gdzie prawa kobiet można uczcić. Nie trzeba od razu wywoływać awantury. Ale patrząc na to, co się dzieje widzimy, że chyba właśnie o zadymę tu chodzi.
Bo przy całym szacunku dla przeszłości, ważniejsze od tego, jakie imię noszą ulice w mieście jest to, czy te ulice istnieją. I jak wygląda życie stolicy. A skoro tak, dziś tematem debaty nie powinien być spór o Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego czy Wojciecha Korfantego. Ludzi wybitnych, zasłużonych, ale żyjących sto lat temu. Ich należy uczcić, godnie upamiętnić. Zaś debata bieżąca powinna dotyczyć tego, czy faktycznie wspomniane rondo należy likwidować, czy zostawić. A może zostawić, ale przebudować.
Tematy sporu
Tematem sporu powinno być to czy, a jeśli to jak, uspokajamy ruch w centrum. Radnych zajmować powinien temat korków i smogu, komunikacji, wywozu śmieci, zieleni miejskiej. Ważne jest to, czy rozbetonowując ulice, sadząc zieleń, nie szkodzimy przy okazji zabytkom. Czy zamykając ruch na jednej ulicy nie sprawiamy, że na sąsiedniej korki będą jeszcze większe, zanieczyszczenia nie znikną, a bezpieczeństwo wcale się nie zwiększy. Wreszcie istotną kwestią jest, czy skoro już miasto stawia na zamykanie centrum dla ruchu, jak wygląda funkcjonowanie komunikacji miejskiej. Zarówno tej łączącej Śródmieście z sąsiednimi gminami, jak i tej międzydzielnicowej oraz tej w ramach poszczególnych dzielnic. Z tym ostatnim bywa, delikatnie mówiąc, różnie.
Trwa pandemia COVID-19 i ciężka epidemia wścieklizny, która dziesiątkuje zwierzęta na Mazowszu. Choroba dotarła do Warszawy, ostatnio na Pragę-Południe. Problemy zdrowia, komunikacji, lokalnego biznesu i handlu, bezpieczeństwa – tym powinni zajmować się lokalni politycy. Żeby było jasne – pamięć historyczna zajmuje też ważne miejsce. Dlatego szkoda, że ani władze państwowe, ani samorządowe nie były dotąd w stanie zadbać o budowę np. Muzeum Bitwy Warszawskiej. Że na Grochowie jest problem z upamiętnieniem generała Stanisława Sosabowskiego. Tym politycy zająć się nie chcą (nie potrafią?). Podobnie jak bieżącymi problemami. Zajmuje ich kłótnia o Romana Dmowskiego. Show musi trwać. Szkoda, że naszym kosztem.
****
Poprzedni numer gazety „Nowy Telegraf Warszawski” ukazał się w druku, razem z dodatkiem specjalnym o sprawie Mirosława Ciełuszeckiego. Z przyczyn technicznych część nakładu była insertowana, czyli dodatek był wkładką w środku gazety, a w przypadku części nakładu obie wersje – gazeta i dodatek były położone obok siebie, bądź rozdane oddzielnie.
*****
Bieżący nr ukazał się w wersji internetowej. Już za tydzień wydanie specjalne, poszerzone, świąteczne. Ukaże się w wersji drukowanej.



