Pierwszy mecz po blamażu w Larnace (1:4 z cypryjskim AEK) i ostatni przed rewanżem z Cypryjczykami miał wlać w serca kibiców i przede wszystkim piłkarzy nadzieję na remontadę przy Łazienkowskiej. Czy tak się stało? Trudno powiedzieć.
Spotkanie było meczem podwyższonego ryzyka, do Warszawy przyjechało wielu kibiców GKS, mecz zabezpieczały oddziały policji. Samo spotkanie dostarczyło sporych emocji, choć kibice Legii przeżyli sporo nerwów.
Walka do końca, ale liczne przestoje w grze
Z jednej strony Legia pokazała grę do końca, zdobywając bramki w końcówce. Jednak z drugiej strony legioniści mieli przestoje w grze, źle wyglądali w całych dużych fragmentach gry. Jeśli spojrzymy na statystyki pierwszej połowy, to więcej posiadania piłki i strzałów ma Legia. Kto jednak oglądał spotkanie wie, że bardziej klarowne sytuacje stworzyli goście. Już w pierwszej sytuacji do siatki mógł trafić Mateusz Kowalczyk, swoje sytuacje mieli też Adrian Błąd i Kacper Łukasiak. Legionistów ratował fenomenalny w tym spotkaniu Kacper Tobiasz. Legioniści mieli swoje sytuacje, przed szansą stanęli m.in. cleude Goncalves i JP Nsame, piłka nie wpadła jednak do siatki. Jednak w końcówce pierwszej połowy legioniści przeprowadzili „złotą akcję”. Po rzucie rożnym główkował Artur Jędrzejczyk, a piłka spadła pod nogi Pawła Wszołka, który dał gospodarzom prowadzenie. Na przerwę piłkarze Edwarda Iordanescu mogli schodzić pełni obaw. Druga połowa je potwierdziła.
Kontrola, potem kontra, niesamowity koniec
Druga połowa to wyraźna przewaga Legii. Gospodarze kontrolowali grę, utrzymywali piłkę na połowie rywala. Jednak klarownych akcji nie było. Próby podejmowania akcji w większości były blokowane przez katowiczan. Gdy wydawało się, że Legia spokojnie „dowiezie” skromne prowadzenie, w 84 minucie zabójczą kontrę przeprowadzili goście. Marcin Wasielewski wygrał pojedynek z Arkadiuszem Recą, popędził w kierunku linii końcowej i odegrał do tyłu do Bartosza Nowaka. Najlepszy zawodnik GKS huknął w okienko, nie dając szans Tobiaszowi. Legia rzuciła się do ataku, wyglądały one dość chaotycznie. W doliczonym czasie gry Paweł Wszołek zrewanżował się Arturowi Jędrzejczykowi za podanie przy bramce na 1:0. Dośrodkował, a „Jędza” wpakował piłkę do siatki. Przeszedł do historii – jest najstarszym strzelcem gola dla Legii w historii. Pobił rekord Lucjana Brychczego. Po chwili legioniści przeprowadzili kolejną akcję, a piłkę do siatki wpakował Ryoya Morishita. Po bardzo przeciętnym spotkaniu Legia Warszawa pokonała GKS Katowice 3:1.
Legia Warszawa – GKS Katowice 3:1 (1:0)
1:0 Paweł Wszołek 43’
1:1 Bartosz Nowak 84’
2:1 Artur Jędrzejczyk 90’+5’ (głową)
3:1 Ryoya Morishita 90’+7’
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Paweł Wszołek, Radovan Pankov, Artur Jędrzejczyk, Rúben Vinagre (Wojciech Urbański 85’) – Marco Burch, Claude Gonçalves (69’ Arkadiusz Reca), Bartosz Kapustka – Vahan Bichakhchyan (69’ Petar Stojanović), Migouel Alfarela (58’ Ryoya Morishita), Jean Pierre Nsame (85’ Ilya Shkurin)
GKS Katowice: Dawid Kudła – Arkadiusz Jędrych, Alan Czerwiński, Märten Kuusk – Marcin Wasielewski, Mateusz Kowalczyk, Kacper Łukasiak, Borja Galán – Adrian Błąd (83’ Marcel Wędrychowski), Bartosz Nowak, Maciej Rosołek (62’ Adam Zrelak)



