Legia Warszawa zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Jednocześnie jednak traci ledwie 11 punktów do lidera, różnice w tabeli są bardzo niewielkie. Czy letnie transfery wreszcie zaprocentują, a metody nowego trenera, Marka Papszuna dadzą efekty?
Stołeczny zespół rozpoczynał sezon z ogromnymi nadziejami. Były selekcjoner reprezentacji Rumunii Edward Iordanescu miał wprowadzić nową jakość. A transfery i wypożyczenia z letniego okienka robiły wrażenie. Legia pozyskała m.in. byłych i obecnych reprezentantów Polski. Środkowego obrońcę: Kamila Piątkowskiego, lewego obrońcę/wahadłowego Arkadiusza Recę, defensywnego pomocnika (czasem obrońcę) Damiana Szymańskiego, środkowego lub ofensywnego pomocnika, Kacpra Urbańskiego. W dodatku do drużyny dołączyli obcokrajowcy, m.in. prawy obrońca/wahadłowy: Słoweniec Petar Stojanović, skrzydłowi: Kosowianin Ermal Krasniqi, Niemiec Noah Weißhaupt, środkowy pomocnik: Portugalczyk Henrique Arreiol, napastnicy: Chorwat Antonio Colak, Duńczyk Mileta Rajović. Sezon zaczął się od wygranej w meczu o Superpuchar Polski i awansu do fazy ligowej Ligo Konferencji. Strzelać zaczął Jean Pierre Nsame. Niestety, Kameruńczyk doznał kontuzji, a nowi piłkarze albo totalnie zawodzili (Weißhaupt, Colak, Rajović), albo zaczynali kapitalnie, a po pewnym czasie obniżali loty (Piątkowski, Szymański). Punktem zwrotnym był mecz z Samsunsporem w Lidze Konferencji.
Potem było dużo gorzej…
Rumuński szkoleniowiec wystawił rezerwowy skład. Legia przegrała i zaczął się kryzys. Najpierw straty punktów w lidze, potem fatalny występ w Pucharze Polski i odpadnięcie z Pogonią Szczecin. Wreszcie – odejście trenera i powierzenie funkcji Inakiemu Astizowi. Hiszpan ma zasługi dla klubu, ale chyba to nie był jeszcze czas, by zostawać pierwszym szkoleniowcem. Drużyna pod jego wodzą nie wygrywała, pierwsze zwycięstwo odniosła dopiero w pożegnalnym meczu z gibraltarskim Lincoln Red Imps. Legioniści już wcześniej stracili szansę na awans do fazy pucharowej. A w Ekstraklasie zajmują przedostatnie miejsce. Przy czym nie są czerwoną latarnią tylko dlatego, że przed rundą rewanżową liczy się różnica bramek, nie bilans bezpośrednich spotkań. Z ostatnim w tabeli Bruk Betem legioniści w lidze przegrali… Są jednak pewne powody do umiarkowanego optymizmu. Po pierwsze – różnice w tabeli. Są naprawdę bardzo niewielkie. Do lidera Legia traci tylko 11 punktów.
Powody do optymizmu, ale i do obaw
O mistrzostwo będzie ciężko, bo tracić punkty musieliby wszyscy pretendenci, a jest ich wielu. Jednak utrzymanie powinno być obowiązkiem, a awans do pucharów nie jest niemożliwy. Powodem do optymizmu może być też zatrudnienie wreszcie trenera. Marek Papszun jest kibicem Legii. Odnosił sukcesy z jednym klubem – Rakowem Częstochowa, były to jednak sukcesy spektakularne. Wprowadził drużynę od trzeciego poziomu do PKO BP Ekstraklasy. W niej w pierwszym sezonie się utrzymał, w kolejnych wywalczał miejsce w czołówce, Puchar Polski, wreszcie mistrzowski tytuł w sezonie 2022/23. Teraz „Medaliki” zapewniły sobie awans do 1/8 finału Ligi Konferencji. Legia przede wszystkim miała normalny okres przygotowawczy, co powinno pomóc. Po trzecie, te letnie transfery, przynajmniej polska ich część powinny w końcu zaprocentować. Oczywiście nadzieje nie oznaczają pewności. W meczach sparringowych wyglądało to średnio. Trener Papszun ma ogromne sukcesy, ale na razie w jednym klubie. W Legii stanie przed prawdziwym egzaminem.
Najważniejszy czas do reprezentacyjnej przerwy
Kluczowe będą pierwsze mecze rundy wiosennej. Powiedzmy od początku rozgrywek, do przerwy reprezentacji. W tym czasie Legia może zapunktować, poprawić jakość gry, odbić się od dna i być nawet w czołówce. A może też, w razie niepowodzenia na dobre zakopać się w dole tabeli. Pierwsze spotkanie legioniści rozegrają z Koroną Kielce, w niedzielę 1 lutego o 17.30 na stadionie przy Łazienkowskiej. Kolejne spotkania to wyjazdowe mecze z Arką Gdynia (sobota 7 lutego) i GKS Katowice (piątek, 13 lutego). 21 lutego przy Łazienkowskiej Legia zagra z obecnym liderem, Wisłą Płock. Potem legionistów czeka bardzo ciężki wyjazd do Białegostoku na mecz z Jagiellonią, starcie u siebie z Cracovią oraz wyjazd do Radomia na mecz z Radomiakiem, prowadzonym przez byłego trenera Legii, Goncalo Feio. Ostatni pojedynek przed przerwą reprezentacyjną będzie jeszcze bardziej prestiżowy. Do Warszawy przyjedzie niedawny klub Marka Papszuna, Raków. Osiem spotkań w
Jaki nastrój pod koniec marca
Pierwsze spotkania zdecydują o tym, w jakich nastrojach będą stołeczni kibice. Na razie rewolucji nie ma. Z klubem żegnają się m.in. Weißhaupt, Marco Burch i być może Claude Goncalves. Spektakularnych wzmocnień nie widać. Z drugiej strony Legia miała wzmocnienia latem, część piłkarzy zawiodła, część powinna jednak pod okiem Marka Papszuna zaprezentować pełnię możliwości. Mowa tu o Kamilu Piątkowskim, Damianie Szymańskim, czy Kacprze Urbańskim. A także o obecnych kadrowiczach – Pawle Wszołku i Bartoszu Kapustce. W Legii byli cieniami samych siebie, w reprezentacji jednak dawali radę. W pełni formy zarówno klub, jak i kadra powinny mieć z nich dużo pociechy. Podobnie jak wymienieni wcześniej zawodnicy. Coś pokazać powinien wreszcie Mileta Rajović, do zdrowia po kontuzji wraca JP Nsame. Do wielkiej piłki coraz śmielej pukają Jan Leszczyński, Jakub Żewłakow, czy Wojciech Urbański. Za kilka tygodni przekonamy się, czy czeka nas powtórka z koszmaru, czy może raczej droga do gwiazd.




