Legia Warszawa jesienią traciła punkty na potęgę, napastnicy marnowali sytuacje. Drużyna odpadła z Ligi Konferencji i znalazła się w strefie spadkowej. Zimą trenerem został Marek Papszun i wszystko miało być po nowemu. Na inaugurację kolejnej rundy legioniści przegrali, a Mileta Rajović nie strzelił rzutu karnego.
Kłamstwem i niesprawiedliwością byłoby twierdzenie, że w grze Legii nie widać śladów taktyki nowego szkoleniowca. Piętnastokrotni mistrzowie Polski próbowali pressingu, stwarzali sytuacje. Nie zmieniły się dwie rzeczy. Nerwowość i brak skuteczności z przodu, błędy z tyłu. W dodatku rywalem była naprawdę dobrze przygotowana i zorganizowana Korona Kielce. W potężnym mrozie trudno było o płynną grę, ale początek nie był w wykonaniu gospodarzy najgorszy. Próbowali kreować sytuacje, jednak świetnie dysponowani byli bramkarz Korony Xavier Dziekoński i obrona gości. W 23 minucie Korona wylała na głowy warszawian pierwszy kubeł zimnej wody. Tamar Svetlin zagrał do Mariusza Stępińskiego, który ubiegł obrońców Legii i zdobył bramkę na 1:0. Warto zaznaczyć, że były reprezentant Polski, który był w kadrze na Euro 2016, nie trafił do Korony za wielkie pieniądze. A Legia napastnika na razie nie sprowadziła…
Show Stępińskiego, nieskuteczna Legia
Strata bramki wprowadziła ogromną nerwowość w szeregach Legii. Jednak tuż przed przerwę po groźnej akcji i błędzie obrońców Dziekoński sfaulował w polu karnym Arkadiusza Recę. Nie było wątpliwości, sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Mileta Rajović. Strzał był szansą na przełamanie krytykowanego napastnika. To jednak nie nastąpiło. Świetnie obronił Xavier Dziekoński, który w kolejnej sekundzie odbił też dobitkę. Po rzucie rożnym golkiper gości obronił też strzał głową Artura Jędrzejczyka, a pierwsza połowa skończyła się wynikiem 0:1. Po przerwie Legia grała nieporadnie, a groźniejsze akcje stwarzali goście. Najpierw sędzia dopatrzył się spalonego, gdy do siatki Legii trafił Stępiński. Potem gospodarzy uratował Kacper Tobiasz. W 76 minucie wprowadzony po przerwie Simon Gustafson sfaulował w polu karnym Juergena Elitima. Rzut karny pewnie wykonał Bartosz Kapustka. Nadzieje odżyły jednak na krótko. Jednak w 90 minucie kolejny błąd defensywy Legii wykorzystał Stępiński, który ustalił wynik meczu na 2:1.
Falstart na początek
Kadencja Marka Papszuna, z którą kibice Legii wiążą ogromne nadzieje, zaczęła się od falstartu i kubłów zimnej wody. Były jednak pewne (nieznaczne i blade) promyki nadziei. Widać próby pressingu, jakiś pomysł na grę. Wciąż jednak drużyna wygląda na złamaną mentalnie (na pewno jej skład nie jest tak słaby, by być czerwoną latarnią) i przede wszystkim razi brak skuteczności. Pewnym usprawiedliwieniem są liczne kontuzje. Rywale mieli nie tylko dobrą defensywę i świetnego bramkarza, ale też pozyskali zimą bardzo dobrego napastnika. Czas pokaże, czy w Legii w końcu przełamie się Mileta Rajović, czy może do skuteczności wróci po kontuzji Jean Pierre Nsame. Jednak odpowiedź na to pytanie jest kluczowa. Bo nadzieje na puchary, które nieśmiało wyrażali niektórzy w przerwie zimowej, chyba należy włożyć między bajki. Celem na dziś jest przede wszystkim utrzymanie się w Ekstraklasie. Bez skuteczności osiągnąć się tego nie da.
Legia Warszawa – Korona Kielce 1:2 (0:1)
0:1 Mariusz Stępiński 23′
1:1 Bartosz Kapustka 76′ (rzut karny)
1:2 Mariusz Stępiński 90′
W 44 minucie Xavier Dziekoński (Korona Kielce) obronił rzut karny, strzelany przez Miletę Rajovicia
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Kamil Piątkowski, Artur Jędrzejczyk (83′ Patryk Kun), Radovan Pankov – Petar Stojanović (56′ Rafał Augustyniak), Juergen Elitim, Bartosz Kapustka (90’+1′ Antonio Colak), Arkadiusz Reca – Vahan Bichakhchyan (83′ Jakub Żewłakow), Kacper Urbański (46′ Ermal Krasniqi) – Mileta Rajović
Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Konstantinos Sotiriou, Pau Resta, Bartłomiej Smolarczyk – Hubert Zwoźny, Tamar Svetlin, Martin Remacle (64′ Simon Gustarson), Konrad Matuszewski – Wiktor Długosz (90’+2′ Nono), Antoñín (64′ Dawid Błanik), Mariusz Stępiński (90’+2′ Vladimir Nikolov)



