Przekonanie, że rumuński szkoleniowiec nie powinien już prowadzić Legii Warszawa, jest w stolicy raczej powszechne. W poniedziałek wieczorem gruchnęła informacja o rzekomej dymisji Edwarda Iordanescu. Potem klub informacje tę zdementował. Wreszcie we wtorek pojawiły się doniesienia, że rumuński trener w rozmowie z piłkarzami miał się już pożegnać. Jak jest – nie wiadomo, ale dni szkoleniowca wydają się policzone. Pytanie, czy następcę wsadzać już na minę i dawać mu serię cholernie ciężkich spotkań, czy pozwolić je dograć Iordanescu. I kluczowa sprawa – kto ma zostać nowym trenerem.
Na razie ciężko sytuację komentować, bo wprawdzie temat dotyczy szkoleniowca rumuńskiego, to przypomina czeski film – czyli nikt nic nie wie. Najpierw mieliśmy info o dymisji. Potem dementi ze strony władz Legii, konkretnie Frediego Bobicia na antenie Canal Plus. W we wtorek informację z serwisu Legia.net. Według tekstu autorstwa Marcina Szymczyka, we wtorek legioniści nie trenowali, a Iordanescu miał spotkać się z nimi i w rozmowie zapowiedzieć dymisję, „choć ostateczną decyzję podjąć ma po konsultacji z rodziną”.
Jak cała saga się skończy – zobaczymy. Podsumowując kadencję Iordanescu, zaczął nieźle. Wygrał z Lechem mecz o Superpuchar Polski. Awansował do Ligi Konferencji, ale po nerwówce, w dodatku wcześniej koncertowo przegrał z Cypryjczykami awans do Ligi Europy. W Ekstraklasie jest coraz gorzej. Fatalne mecze z Górnikiem Zabrze i Zagłębiem Lubin, trudna (na własne życzenie) sytuacja w Lidze Konferencji. Sytuacja z Iordanescu rozstrzygnie się pewnie na dniach. Na giełdzie nazwisk pojawiają się kandydatury Aleksandara Vukovicia, który z Legią zdobywał mistrzostwo Polski, potem ratował przed spadkiem. Był wiele lat piłkarzem drużyny z Łazienkowskiej. Pada też nazwisko Roberta Kolendowicza – szkoleniowca, który fajnie prowadził drużynę Pogoni Szczecin. No i są trenerzy zza granicy,



