Z jednej strony przestoje w grze i głupie błędy w defensywie. Z drugiej efektowne gole, imponujący powrót do gry, poprawa gry kilku piłkarzy. Legia Warszawa zremisowała z Banikiem w Ostrawie 2:2, co jest korzystnym wynikiem w kontekście rewanżu.
Legia Warszawa w poprzednim sezonie doszła do ćwierćfinału Ligi Konferencji. To duży sukces, jednak w lidze zajęła jedynie piąte miejsce. Miejsce w kwalifikacjach europejskich pucharów zapewniło zdobycie Pucharu Polski. Ten sezon Legia zaczęła w kratkę. Wyniki się zgadzają, z grą jest już różnie. W pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europy legioniści męczyli się niemiłosiernie z kazachskim Aktobe. Awans wydawał się być raczej zasługą słabości rywali, niż dobrej gry legionistów. Z kolei na krajowej scenie podopieczni Edwarda Iordanescu w dobrym stylu ograli Lecha Poznań w meczu o Superpuchar Polski. A spotkanie ligowe przełożono. Rywal, Banik Ostrawa to nie byle jaki klub, grający w ekstraklasie Czech, która w ostatnich sezonach ma reprezentantów w Lidze Mistrzów i Europy.
Trudny początek
Mecz w Ostrawie zaczął się od bardzo groźnej sytuacji gospodarzy. Erik Prekop już w pierwszej minucie trafił w poprzeczkę. Potem obie drużyny starały się atakować i z obu stron padły strzały niecelne. W 13 minucie Matěj Šín wygrał pojedynek z Rafałem Augustyniakiem i nie dał szans Kacprowi Tobiaszowi. W 33 minucie po bardzo ładnej akcji Pawła Wszołka z Bartkiem Kapustką kapitan Legii uderzył z dystansu. Strzał był techniczny, bramkarz gospodarzy popełnił jednak błąd i był wynik 1:1. Bartosz Kapustka popisał się nie tylko trafieniem, ale grał naprawdę bardzo dobrze. Można mieć nadzieję, że słaba forma z ostatnich spotkań odeszła do przeszłości. Przed przerwą szansę na to, by dać Legionistom prowadzenie miał Kacper Chodyna, jednak strzelił niecelnie. Centymetrów zabrakło też Pawłowi Wszołkowi tuż przed przerwą. Do szatni zespoły zeszły przy wyniku 1:1. Po przerwie świetną sytuację miał Chodyna. Wyszedł sam na sam z bramkarzem, zamiast strzelać odegrał do gorzej ustawionego Ryoyi Morishity.
Gra do końca
Chwilę później gospodarze mieli dogodną sytuację. Najpierw legionistów uratował słupek, potem Kapustka, który jak profesor czysto przejął piłkę. Po chwili objęli jednak prowadzenie. Sytuacja wydawała się niegroźna. Goście rozgrywali piłkę. Chodyna zagrał przed polem karnym do Juergena Elitima. Kolumbijczyk ostatnio był jasnym punktem zespołu, tym razem spisał się jednak fatalnie. Wdał się w niepotrzebny drybling, stracił piłkę, a Michal Frydrych uderzył. Sytuację próbował ratować Steve Kapuadi, jednak piłkę skierował do własnej bramki. Była 65 minuta. Legioniści dążyli do wyrównania, jednak nie byli skuteczni. Groźnie na bramkę gospodarzy uderzał Kapustka, jednak strzał był minimalnie niecelny. W 88 minucie Elitim zrehabilitował się za swój fatalny błąd. Dośrodkował w pole karne, a piłkę głową do siatki wpakował wprowadzony po przerwie Jean Pierre Nsame. Było 2:2, ale w doliczonym czasie gry powiało grozą. Gospodarze zdobyli bramkę, na szczęście ich zawodnik był na spalonym. Ostatecznie mecz skończył się remisem. Rewanż za tydzień w Warszawie.
Banik Ostrawa – Legia Warszawa 2:2 (1:1)
1:0 Matěj Šín 13’
1:1 Bartosz Kapustka 33’
2:1 Steve Kapuadi 65’
2:2 Jean Pierre Nsame 88’
Banik Ostrawa: Dominik Holec – David Buchta, Michal Frydrych, Matěj Chaluš, Karel Pojezný, Daniel Holzer (82’ Patrick Kpozo) – Matěj Šín (82’ Tomáš Zlatohlávek), Jiří Boula, Tomáš Rigo, Filip Kubala (22’ Ewerton) – Erik Prekop (90’ Ladislav Almási)
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Paweł Wszołek, Jan Ziółkowski, Steve Kapuadi, Rúben Vinagre – Kacper Chodyna (74’ Wahan Biczachczjan), Rafał Augustyniak, Bartosz Kapustka (82’ Claude Gonçalves), Juergen Elitim, Ryōya Morishita (74’ Petar Stojanović) – Ilja Szkurin (62’ Jean-Pierre Nsame)



