W Legii jak w każdym klubie zawsze był zawodnik, który nie musiał być najwybitniejszy piłkarsko, ale przez swoje zaangażowanie, rolę w drużynie stawał się prawdziwą legendą klubu. Czy dziś mamy takich piłkarzy, którzy mogliby nawiązać do historii Lucjana Brychczego, Kazia Deyny, Romana Koseckiego, Wojciecha Kowalczyka, czy ekipy z Champions League z Leszkiem Piszem, Markiem Jóźwiakiem, Jackiem Zielińskim? Kandydaci są. Jednak by faktycznie stali się legendami klubu Legia musi wrócić na tron i zagrać genialny sezon w Europie. Kilka miesięcy temu wydawało się to mało realne. Początek kadencji nowego trenera przywraca nadzieję
W latach 50 i 60 było wiele gwiazd, choćby Ernest Pohl. Ale on na przykład grał potem w Górniku. A więc prawdziwą legendą z tego czasu jest Lucjan Brychczy, który w klubie pozostał już na stałe. A i piłkarzem był wybitnym.
Potem był oczywiście Kaka, czyli Kaziu Deyna. Fenomenalny technik, strateg i taktyk na boisku, rozgrywający jakiego ani wcześniej ani później polska piłka nie miała. To najlepszy piłkarz w historii i Legii, i polskiej piłki nożnej.
W latach 80. Ulubieńcem był Dariusz Dziekanowski a potem oczywiście Roman Kosecki. Ciągnął drużynę w trudnych czasach. Potem Wojciech Kowalczyk – za mecze z Sampdorią, ale tez za to, że był chłopakiem z Warszawy, „swoim”.
Legia lat 90. to w ogóle potęga i ekipa z charakterem, uwielbiany przez kibiców był choćby kapitan, Leszek Pisz. Nie tylko on. Tamta paka to też Jacek Zieliński, który u kibiców stracił dopiero jako dyrektor sportowy, Marek Jóźwiak i wielu innych. A potem byli Danjel Ljuboja, Miro Radović, Vadi Ofoe. No i oczywiście Artur Boruc, który po latach karierę kończył przy Łazienkowskiej. Kto może aspirować do roli legendy w obecnej Legii? Moim zdaniem jeśli zostanie w klubie dłużej, Janek Ziółkowski. Oczywiście legendą jest Artur Jędrzejczyk – piłkarz, który w klubie przy Łazienkowskiej gra już od ponad dekady. Szansę ma Kapustka, który bywał krytykowany i ma szklane zdrowie, ale po pierwsze, w formie może być jednym z liderów. A w klubie jest już od ładnych kilku lat. No i oczywiście zawsze waleczny Paweł Wszołek oraz obcokrajowcy, ja bym postawił na Ryoyę Morishitę i… JP Nsame, ktory miał być skreślony, a okazuje się że daje radę. Oczywiście żaden ze współczesnych jeszcze nie jest legendą. Aby się nią stali, muszą wrócić na mistrzowski tron i zagrać niezapomniany sezon w Europie. Po pierwszych tygodniach nowego trenera wiara w drużynę nareszcie wraca, choć droga do celu jeszcze bardzo długa..
(JZ)



