Wyjątkową pobłażliwością wykazał się sąd wobec 20-latka. Uznał, że podejrzany o wyrzucenie babci z dziewiątego piętra nie musi iść do aresztu. Kilka dni później mężczyznę jednak aresztował. Za kradzież telefonu.
Kilka dni temu stołeczne media podały szokująca informację. W Marysinie Wawerskim 84-letnia kobieta wypadła z okna. Nie przeżyła. Ustalenia policji były nie mniej szokujące – własną babcię przez okno wyrzucił 20-letni wnuczek – twierdzili policjanci. Podobne zdanie ma prokurator, który postawił chłopakowi zarzut zabójstwa. To zbrodnia, za którą grozi kara od ośmiu do piętnastu, dwudziestu pięciu lat więzienia, a także dożywocie. Zazwyczaj w takich sprawach uzasadniającą sankcją jest areszt śledczy. Prokurator zawnioskował o trzymiesięczny areszt. Ku zaskoczeniu wszystkich sąd podjął inną decyzję. Uznał, że dozór policyjny wystarczy. Chłopak, który wg śledczych zamordował własną babcię został na wolności. Po kilku dniach znów trafił na przesłuchanie w prokuraturze. Ukradł telefon. Prokurator ponownie wystąpił o areszt. A sąd aresztował 20-latka na trzy miesiące. Mężczyzna odpowie za kradzież i zabójstwo. Za pierwsze przestępstwo grozi mu pięć lat więzienia. Za zabójstwo od ośmiu do piętnastu, dwadzieścia pięć lat więzienia, lub nawet dożywocie.



