Spotkała w mokotowskim parku kolegę. On, po miłej pogawędce ukradł jej torebkę, telefon, kartę i pieniądze. Okazało się, że wcześniej miał na koncie wiele przestępstw. I wyrok za to, że w jedno z nich chciał wrobić własnego brata. Do Warszawy przyjechał, bo u siebie był spalony. Żył na koszt poznanych tu pań.
Kobieta siedziała na ławce w parku Morskie Oko na Mokotowie. Korzystając z ładnej pogody i miłego otoczenie, cieszyła się jednym z ostatnich ciepłych dni tego roku. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji w pewnym momencie podjechał do niej rowerzysta. Okazał się nim kolega kobiety.
Pogawędka skończona kradzieżą
Przysiadł się do niej długo rozmawiali. Miłą pogawędka dobiegła końca, gdy kobieta oznajmiła, że musi iść do domu. 31-latek okazał się uczynny. Powiedział, że po co kobieta ma dźwigać torbę, skoro on może jej ją zawieźć do domu rowerem. Nim koleżanka zdążyła się obejrzeć, znajomy wiózł rowerem jej torbę. Ale nie zawiózł jej do domu, a pomknął w nieznanym kierunku. Zabrał torbę, a wraz z nią rzeczy, które miała w środku. Były tam telefon komórkowy, paszport, karta płatnicza, klucze do mieszkania, warszawska karta miejska, kosmetyki pierwszej potrzeby – relacjonuje policja. Mężczyzna przeszukał rzeczy znajomej. Z torebki najpierw wyjął smartfona z etui, w którym była karta do banku. Karty użył, wypłacił z niej 1500 zł. Potem pojechał do hostelu, w którym mieszkał z konkubiną oraz synem. Do skradzionego telefonu włożył swoją kartę i korzystał z aparatu jak swojego. Pokrzywdzona zgłosiła się na komendę. Policjanci przyjęli zgłoszenie.
To nie pierwszy wybryk
Z ustaleń funkcjonariuszy wynikało, że okradzenie koleżanki nie było pierwszym wyskokiem 32-latka. Mężczyzna miał już bowiem spory „dorobek” w rodzinnym Kętrzynie. Z ustaleń policjantów specjalizujących się w wykrywaniu przestępstw przeciwko mieniu wynikało, że 31-letni mieszkaniec Kętrzyna po wyrokach skazujących za przestępstwa kryminalne których dopuścił się w swoim mieście, przyjechał do stolicy. Z policyjnych danych wynika też, że oprócz przeszłości kryminalnej był poszukiwany przez Sąd Rejonowy w Giżycku do odbycia kary 10 miesięcy więzienia. Za to, że stosując „podstępne zabiegi” skierował ściganie za przestępstwo na swojego brata. Był też poszukiwany przez Sąd Rejonowy w Legionowie do odbycia kary pół roku pozbawienia wolności za oszustwo. W ramach ukrywania się przyjechał do Warszawy.
Ukrywanie się w stolicy
Jak relacjonuje policja, w stolicy nie miał zamiaru zajmować się legalną pracą. Postanowił żyć na koszt kobiet, z którymi nawiązywał bliskie relacje. Razem z konkubiną i swoim synem zamieszkali w jednym z pokoi hostelowych na terenie jednej z podwarszawskich miejscowości. Po przyjęciu zawiadomienia o kradzieży w mokotowskim parku policjanci szybko ustalili, gdzie zatrzymał się nieuczciwy kolega pokrzywdzonej. Postanowili złożyć mu wizytę. Drzwi otworzyła jego partnerka. 31-latek najpierw chował się za szafką, a później powiedział, że on jest bratem mężczyzny, którego szukają policjanci. W trakcie przeszukania pokoju hostelowego policjanci znaleźli skradziony telefon oraz kartę miejską na nazwisko pokrzywdzonej. Wtedy mężczyzna zorientował się, że dalsza ściema nie ma żadnego sensu. Przyznał się do przestępstwa, opisując sposób swojego postępowania. Policjanci zatrzymali i dowieźli 31-latka do komendy Policji. Tam podejrzany usłyszał zarzuty kradzieży i kradzieży z włamaniem na konto bankowe, za co sąd może go skazać na kolejne 10 lat. Po czynnościach funkcjonariusze przetransportowali go do więzienia, gdzie ma wyrok do odsiedzenia – podsumowuje policja.



