Ten wypadek na Pradze do dziś szokuje. Chłopczyk z babcią wysiadali z tramwaju. Skład ruszył, ciągnąć dziecko kilkadziesiąt metrów. Niestety, chłopczyk zmarł. W czwartek prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko motorniczemu.
Mężczyzna oskarżony jest o „umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i instrukcji dla pracowników Tramwajów Warszawskich. Oraz o nieumyślne spowodowanie wypadku, w którym zginął 4-letni chłopiec” – poinformowała prokuratura. Oskarżony nie przyznaje się do winy.
Do tragedii doszło w piątek, 12 sierpnia 2022 roku na ulicy Jagiellońskiej na Pradze. Babcia z czteroletnim wnuczkiem jechała tramwajem linii 18 w kierunku pętli ŻERAŃ FSO. Wysiadali na przystanku przy ulicy Jagiellońskiej, kobieta wyszła pierwsza. Gdy wyjść miało dziecko drzwi przytrzasnęły nóżkę chłopca, tramwaj ruszył. Pojechał kilkadziesiąt metrów, zanim stanął, przed przystankiem Batalionu Platerówek. Przerażeni ludzie w tramwaju krzyczeli, ktoś zaciągnął hamulec bezpieczeństwa. Niestety, było za późno. Dziecko nie przeżyło. Wypadek wstrząsnął Polską. Jak pisał po tragedii „Super Express” na miejscu płakali nawet najwięksi twardziele. Ruszyło śledztwo. Teraz do sądu trafił akt oskarżenia. Motorniczy miał wg prokuratury umyślnie zlekceważyć zasady bezpieczeństwa wynikające z przepisów prawnych i regulaminu Tramwaju Warszawskich. Zdaniem śledczych kierujący tramwajem korzystał w chwili zdarzenia z słuchawek i telefonu. Nieprawidłowo reagował na to, co dzieje się w rejonie ostatnich drzwi. Po ich zamknięciu nie sprawdził, czy wszyscy wysiedli – zarzuca prokuratura. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.



