Tragiczny wypadek, w którym chłopczyk zginął pod tramwajem do dziś budzi ogromne emocje. Prokuratura oskarża motorniczego, który miał jechać w słuchawkach i korzystać z telefonów. Ale Radio Dla Ciebie cytuje eksperta, zdaniem którego tragedii można by było uniknąć, gdyby kierujący prowadził nowszy tramwaj.
Do zdarzenia doszło 12 sierpnia 2022 roku. Babcia z 4-letnim chłopcem jechała tramwajem linii 18 w kierunku krańca ŻERAŃ FSO. Na przystanku przy Jagiellońskiej kobieta wysiadła, a tramwaj zamknął drzwi, którymi przytrzasnął nóżkę dziecka. Pojechał kilkadziesiąt metrów. Chłopczyk zginął. Jak pisaliśmy w sobotę, do sądu trafił akt oskarżenia. Motorniczy miał wg prokuratury umyślnie zlekceważyć zasady bezpieczeństwa wynikające z przepisów prawnych i regulaminu Tramwajów Warszawskich. Zdaniem śledczych kierujący tramwajem korzystał w chwili zdarzenia z słuchawek i telefonu. Nieprawidłowo reagował na to, co dzieje się w rejonie ostatnich drzwi. Po ich zamknięciu nie sprawdził, czy wszyscy wysiedli – zarzuca prokuratura. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.
Radio Dla Ciebie cytuje eksperta i biegłego Rafała Bielnika. Uważa on, że gdyby motorniczy prowadził nowszy tramwaj, tragedii można byłoby uniknąć. Rozmówca RDC, specjalista w dziedzinie wypadków komunikacyjnych uważa, że nawet błędy motorniczego nie musiały doprowadzić do wypadków. Zaznaczył, że badał kilka podobnych zdarzeń, gdzie drzwi kogoś przytrzasnęły, a tramwaj pojechał dalej. Tylko ten jeden skończył się tak tragicznie – przekonywał ekspert. Jak dodał zdecydował cały splot czynników. Kluczowy był typ tramwaju. Przypomnijmy, że do tragedii doszło w tramwaju starego typu, Konstal 105. Rozmówca rozgłośni podkreślił, że kontrola bezpieczeństwa w takim składzie jest trudna. I, że błędów nie da się wyeliminować, ale stary tabor już tak – podsumowało Radio Dla Ciebie.
(źródło: NTW, Radio Dla Ciebie)



