W sporze o to, czy Andrzej Z. ps. Słowik ma prawo, czy nie ma prawa być twarzą gali MMA, z obu stron padają argumenty. Z jednej oczywiste – nie może gangster, boss gangu, który zabijał ludzi, być twarzą sportowego wydarzenia. Obrońcy (nieliczni) decyzji burmistrza Wielunia o wynajęciu hali na kontrowersyjne wydarzenie wskazują, że Słowik swoje odsiedział, prawa nie złamano.
Nie jest to do końca prawda – wciąż są procesy, w których Andrzej Z. jest oskarżony. I wciąż może zostać skazany. Oczywiście sama gala jest zgodna z prawem. Zgodnie z prawem można się też nie umyć i brzydko pachnieć. Nie mówić ludziom dzień dobry i do widzenia. Być zwyczajnym gburem. Można i zgodnie z prawem wynająć salę byłemu bossowi morderczego gangu. Ale też decyzje mają konsekwencje. I zgodnie z prawem firmy, którym sposób promocji j gali się nie podoba mogą wycofać się ze sponsorowania. Śmiem twierdzić, że Najman strzelił sobie w oba kolana i między nogami. Bo bardzo na tym tracą. To być może jedyny pozytyw całej sytuacji. Ale nie to jest w tej sprawie najważniejsze.
Tak, wiem, temat nie jest typowo warszawski. Ale Pruszków znajduje się koło stolicy, a działalność gangu dała się mieszkańcom Warszawy we znaki i to dość mocno. Sprawa jest też jednak istotna z innego powodu. Otóż pan burmistrz Okrasa z Wielunia jest nie tylko samorządowcem, ale też członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP. Przedstawia się jako wolnościowiec. A Marcin Najman, który galę organizuje, był twarzą pisowskich mediów publicznych. I fakt, że dziś uczynił ze Słowika twarz swojego marnego show, świadczy o pewnej korozji i upadku moralnym wśród części obozu władzy. Przypomnę, że w 2001 roku, partia PiS powstawała na bazie wielkiej popularności śp. Lecha Kaczyńskiego. Ministra sprawiedliwości, który z walki z przestępczością i – o zgrozo! – z Pruszkowem, uczynił znak rozpoznawczy. Nazwa – Prawo i Sprawiedliwość – nawiązywała do przywrócenia prawa właśnie.
Robienie autorytetu z Najmana zaprzecza temu etosowi. Ale takich totalnych zaprzeczeń w działaniach PiS jest więcej. Ugrupowanie miało być radykalnie antykomunistyczne i niepodległościowe. Jednoznacznie prozachodnie – proeuropejskie (ale z zachowaniem tradycji i podmiotowości Polski) oraz proamerykańskie. PiS był też jednoznacznie za prowadzeniem aktywnej polityki wschodniej. Być formacją wspierającą drobnych polskich przedsiębiorców, rodzinne firmy. Jak wyszło? O firmach nawet nie ma co mówić, starczą dwa słowa – Polski Ład.
Polityka wschodnia praktycznie nie jest prowadzona. A polską ambasadę w Berlinie buduje firma, której udziałowcem jest Oleg Dieripaska. Bliski współpracownik Putina. Człowiek, który miał być wg PiS odpowiedzialny za śmierć prezydenta Polski. Antykomunizm? Werbalnie wciąż tak, ale jest w pisowskiej narracji dzielenie agentów i komunistów na „swoich” i „nie swoich”. Mają też pisowcy swoją wersję człowieka honoru. Tak, jak dla mediów liberalnych byli ludźmi honoru generałowie Kiszczak i Jaruzelski, dla zwolenników PiS jest nim Edward Gierek. Wszystko można. Ale w takiej sytuacji krytyka innych za nierozliczanie PRL, czy Lecha Wałęsy za ułaskawienie Słowika, brzmi trochę słabo. I mało wiarygodnie.
p.s.
Kilka dni po programie, w którym Krzysztof Stanowski zmasakrował burmistrza Wielunia, samorządowiec wycofał się z gali ze Słowikiem. Nacisk zadziałał.



