Na początku lutego obchodziliśmy rocznicę zamachu na kata Warszawy, Franza Kutscherę. W sobotę, 14 lutego Dzień Pamięci Armii Krajowej. Podziemna armia i szerzej całe Polskie Państwo Podziemne było światowym fenomenem.
Data nie jest przypadkowa. 14 lutego 1942 roku generał Władysław Sikorski, premier i Wódz Naczelny Rządu RP na Uchodźstwie wydał rozkaz o przemianowaniu Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową. Żołnierzy AK było kilkaset tysięcy (nawet 380 tysięcy). Prowadzili działalność konspiracyjną, wojskową, w czasie Powstania Warszawskiego brali udział w otwartej walce. Wielu AK-owców, kontynuowało walkę po zakończeniu wojny z Niemcami i rozpoczęciu drugiej, tym razem sowieckiej okupacji. A byli i tacy, którzy walki nie kontynuowali, ale trafiali do sowieckich, bądź ubeckich katowni. Niektórzy za patriotyczną postawę zapłacili własnym życiem. Dobrze, że w czasie obchodzonego po raz drugi Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej bohaterów czczą zarówno prezydent, jak i premier, przedstawiciele władz państwowych i władze stolicy. Bardzo dobrze, że ulicami Warszawy przeszła Defilada Szacunku, a żyjący bohaterowie są dziś fetowani. Nie wolno też zapomnieć o fenomenie, jakim było Polskie Państwo Podziemne. Miało ono swoją niezależną od okupacyjnych władz administrację, wymiar sprawiedliwości. Wykonywało wyroki (jak wspomniany zamach na Franza Kutscherę). Wielu byłych żołnierzy Armii Krajowej tworzyło potem struktury antykomunistycznej opozycji w okresie PRL. Dziś ich postawa, doświadczenie są szczególnie cenne.
Antoni Zankowicz



