Dwie bezapelacyjnie najlepsze polskie drużyny w ubiegłym sezonie. Arbitrem najlepszy sędzia świata. Selekcjoner reprezentacji na trybunach. Otwierający sezon mecz o Superpuchar Polski miał atmosferę wielkiego meczu. I choć porywającym widowiskiem nie był, emocji nie brakowało. A konkurs rzutów karnych tym razem okazał się szczęśliwy dla legionistów.
15 lat – tyle czasu legioniści czekali na zdobycie Superpucharu Polski. Historia rozgrywek sięga 1983 roku. Lechia Gdańsk pokonała Lecha Poznań 1:0. Po kilkuletniej przerwie rozgrywki wróciły w roku 1987 i od tego czasu rozgrywane są (z pojedynczymi przerwami) regularnie. Od kilku lat mecz o Superpuchar jest inauguracyjnym spotkaniem sezonu. Legioniści o ile mają najwięcej Pucharów Polski oraz tytułów mistrzowskich, to w walce o Superpuchar nie mieli zbytniego szczęścia. Przed sobotnim pojedynkiem zdobywali trofeum cztery razy – w 1984, 1994, 1997 i 2008 roku, gdy pokonali Wisłę Kraków 2:1. z kolei Raków Częstochowa zwyciężał dwukrotnie – w roku 2021 i 2022.
Cel Legii – przerwać złą passę
Ostatnie potyczki Legii o Superpuchar to porażki. Ze Śląskiem Wrocław w 2011, Zawiszą Bydgoszcz w 2014. Dwukrotnie z Lechem Poznań (2015 i 2016) i dwa razy z Arką Gdynia (2017 i 2018). Rok 2020 i 2021 to porażki z Cracovią i Rakowem Częstochowa. Aż cztery razy (2012, 2017, 2020 i 2021) przegrywali po konkursie rzutów karnych. Tym razem ważne było przełamanie. Był też drugi smaczek. Wiosną Raków wyprzedził Legię w Ekstraklasie. Ale w rundzie wiosennej w bezpośrednich pojedynkach dwa razy górą była Legia. 1 kwietnia przy Łazienkowskiej po koncertowym spotkaniu wygrała 3:1. 2 maja na Stadionie Narodowym legioniści grali przez większą część spotkania w „10”, ale zremisowali mecz i zwyciężyli w konkursie rzutów karnych. Była jednak pamięć po pierwsze o wygranym przez Medaliki tytule mistrzowskim. Po drugie o porażce z jesieni na wyjeździe. Oba triumfy były przed własną publicznością. Teraz chodziło o to, żeby pokazać dominację także w Częstochowie.
Fernando Santos na trybunach
Na trybunach stadionu Rakowa pojawił się Selekcjoner reprezentacji Polski, Fernando Santos oraz jego asystent, Grzegorz Mielcarski. Pierwsze 45 minut nie dostarczyło zbyt wielu emocji. Oba zespoły grały ostrożnie, widać było, że sezon dopiero się dla nich zaczyna, i na optymalną formę trzeba nieco poczekać. Choć to Legia była zespołem konkretniejszym. Raków próbował atakować, ale obrona Legii bez problemu udaremniała większość prób gospodarzy. Bardzo dobrze spisywał się Rafał Augustyniak, bezapelacyjny lider defensywy. Dwukrotnie na listę strzelców mógł się wpisać Thomas Pekhart. Ale szczególnie w drugiej sytuacji kapitalnie spisał się Kovacević. Podopieczni Dawida Szwargi odpowiedzieli dwoma próbami przelobowania Kacpra Tobiasza. Generalnie – pierwsza część bez szału.
W drugiej połowie legioniści podkręcili tempo, ale brakowało trochę dokładności. Za to Raków przez kolejne minuty nie zademonstrował nic specjalnego – w zasadzie jedyne zagrożenie, stworzyli po jedynym błędzie Augustyniaka. Ale nie byli w stanie zakończyć akcji strzałem, bo obrońca Legii swój błąd naprawił i zablokował strzał napastników Rakowa. Sutuacja o 180 stopni zmieniła się w końcówce i doliczonym czasie gry. Świetną akcję przeprowadził Ben Lederman. Zaraz po wejściu pomocnika powoływanego na mecze reprezentacji wydawało się, że zachwyty nad jego umiejętnościami są mocno przesadzone. W końcówce pięknie podprowadził piłkę i groźnie strzelił, na szczęście bez skutku bramkowego. Jednak pokazał, że coś potrafi. Raków włączył dodatkowy bieg i w końcówce był bliższy przechylenia szali na swoją korzyść. Bramki jednak nie padły. Szymon Marciniak zakończył mecz. Ponieważ w spotkaniu o Superpuchar nie ma dogrywki, o zdobyciu trofeum decydowały rzuty karne. Choć wcześniej mecz nie był wybitny, jasne było, że emocje sięgną zenitu.
Dreszczowiec w karnych
Jako pierwszy do rzutu karnego podszedł Fran Tudor. Strzelił mocno, Tobiasz miał piłkę na rękach ale siła uderzenia była zbyt mocna. Było 1:0 dla Medalików. Później strzelał Bartosz Slisz. Pewnym uderzeniem nie dał szans Kovaćevićovi. Na 2:1 podwyższył Łukasz Zwoliński, całkowicie myląc bramkarza Legii. Wyrównał Augustyniak. Mocnym i pewnym strzałem przypieczętował też swój kapitalny występ. Po chwili uderzenie Marcina Cebuli obronił Kacper Tobiasz. A Blaž Kramer pokonał Kovaćewića. Legioniści znaleźli się w świetnym położeniu. Milan Rundić wyrównał na 3:3. Do piłki podszedł Maciej Rosołek. Napastnik Legii strzelił celnie, ale Kovaćević obronił. Po chwili Giánnis Papanikoláou nie dał szans Tobiaszowi i to Raków objął prowadzenie 4:3. Ostatni strzał należał do Josué. Brak trafienia oznaczałby triumf Rakowa. Kapitan Legii nie grał wcześniej wielkich zawodów. Ale do siatki pewnie trafił. I konkurs dziesięciu rzutów karnych (po pięć z każdej stron) skończył się remisem 4:4. A to oznaczało jeszcze większe emocje.
Jeśli konkurs „jedenastek” zakończy się remisem, drużyny mają po jednym rzucie karnym. Jeśli zawodnicy obu zespołów trafią, bądź obaj nie strzelą, jest kolejka kolejna. W razie gdy jeden trafi, a drugi nie, mecz się kończy. Pierwszy do piłki podszedł Ben Lederman z Rakowa. I pewnie pokonał Tobiasza. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Marc Gual. Pudło oznaczało triumf Rakowa. Trafienie – przedłużenie szansy. Nowy nabytek Legii, król strzelców poprzedniego sezonu, pewnie pokonał Kovaćevića. Było 5:5, gra zaczęła się od nowa. Tym razem strzelał Jean Carlos Silva. Podbiegł do piłki, huknął mocno i… wysoko nad bramką Kacpra Tobiasza. Tym razem piłkę meczową mieli legioniści. „Jedenastkę” wykonywał Maik Nawrocki. Młody defensor trafił do siatki. Zawodnicy Legii zaczęli swój taniec radości. Wygrali w konkursie rzutów karnych 6:5. Po 15 latach zdobyli Superpuchar Polski. Przełamali klątwę ostatnich potyczek. Wreszcie – trzeci raz w tym roku byli górą w bezpośrednim starciu z Rakowem.
Augustyniak w notesie selekcjonera?
Po obu zespołach widać było, że to początek sezonu, a optymalna forma dopiero nadejdzie. W drużynie Legii bardzo dobrze spisała się defensywa, na czele z Rafałem Augustyniakiem. To naszym zdaniem murowany kandydat do gry w kadrze. Przyzwoity w defensywie, silny, umie zrobić różnicę w ataku. A przede wszystkim ma zdolności przywódcze, może być receptą na deficyty charakterologiczne widoczne w obecnej reprezentacji. Przyzwoicie spisał się „Jędza”, troszkę elektryczny był Ribeiro. Maik Nawrocki wszedł w końcówce i zaliczył decydujące trafienie w konkursie „jedenastek”. W środku pola dobrze spisał się Bartosz Slisz, jeśli chodzi o kreację było troszkę gorzej. Swoje grał na prawym wahadle Paweł Wszołek, dał radę na lewej flance Patryk Kun. Juergen Militin jeszcze nie gra tego, czego oczekują kibice i trener, ale miał parę przebłysków. Josue miał parę niedokładnych zagrań i nie wszedł jeszcze w pełny rytm. Ale to on strzelił niezwykle ważną bramkę utrzymującą Legię w konkursie karnych.
Napastników trudno ocenić, bo za wielu akcji w całym spotkaniu nie było. Jednak Legia pokazała więcej konkretów, poza może końcówką meczu była zespołem nieco lepszym. Zdobycie trofeum na starcie sezonu jest doskonałym prognostykiem na całą kampanię. Niestety znów po spotkaniu doszło do zgrzytu. Może nie skandali takich jak po Pucharze Polski, ale jednak. Jak informowały media kibice Rakowa chamsko zwyzywali prowadzącego mecz Szymona Marciniaka. Ceniony na całym świecie arbiter finału Mistrzostw Świata i Ligi Mistrzów wyzwiska usłyszał w Częstochowie. Gdyby jeszcze faktycznie popełnił poważne błędy, bądź wypaczył wynik spotkania, to zachowanie kibiców byłoby naganne, ale emocje można by było zrozumieć. Tymczasem Marciniak prowadził zawody naprawdę bez zarzutu, a o wypaczeniu wyniku nie może być mowy. Ale poza tym zgrzytem mecz należy ocenić na plus. Forma jeszcze nie jest optymalna, ale w kolejnych meczach musi być lepiej. A już w następny weekend startuje Ekstraklasa. Legia podejmie ŁKS, Raków Jagiellonię Białystok.
Miejski Stadion Piłkarski w Częstochowie, 5 lipca 2023 roku
Raków Częstochowa – Legia Warszawa 0:0 (k. 5:6)
ZDOBYWCA SUPERPUCHARU: LEGIA WARSZAWA
Widzów: 5500
Sędziował: Szymon Marciniak
Konkurs rzutów karnych:
1:0 Fran Tudor,
1:1 Bartosz Slisz,
2:1 Łukasz Zwoliński,
2:2 Rafał Augustyniak,
2:2 Marcin Cebula – strzał obronił Kacper Tobiasz
2:3 Blaž Kramer,
3:3 Milan Rundić,
3:3 Maciej Rosołek – strzał obronił Vladan Kovacević
4:3 Giánnis Papanikoláou,
4:4 Josué,
5:4 Ben Lederman,
5:5 Marc Gual,
5:5 Jean Carlos Silva – przestrzelił
5:6 Maik Nawrocki
SKŁADY:
Raków Częstochowa: Vladan Kovačević – Bogdan Racovițan, Zoran Arsenić, Milan Rundić – Fran Tudor, Gustav Berggren (81’ Ben Lederman), Giánnis Papanikoláou, John Yeboah (61’ Maxime Dominguez), Władysław Koczerhin (61’ Marcin Cebula), Deian Sorescu (77’ Jean Carlos Silva) – Fabian Piasecki (61’ Łukasz Zwoliński)
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Artur Jędrzejczyk (64’ Maik Nawrocki), Rafał Augustyniak, Yuri Ribeiro – Paweł Wszołek, Bartosz Slisz, Juergen Elitim (84’ Maciej Rosołek), Josué, Ernest Muçi (64’ Marc Gual), Patryk Kun (90’ Makana Baku) – Tomáš Pekhart (64’ Blaž Kramer)



