Legia Warszawa zaczęła drogę ku fazie grupowej Ligi Konferencji. Szybko straciła bramkę, tuż po przerwie przegrywała 0:2. Na szczęście pokazała dojrzałość i charakter, wyciągnęła remis 2:2. W rewanżu jest faworytem.
Początek meczu z Ordabasami Szymkent, zdobywcą pucharu Kazachstanu był jak z koszmaru. Przypomniały się wszystkie bardzo złe wschodnie, letnie pucharowe eskapady polskich drużyn. Legioniści byli faworytem. Pokazywali wyższą kulturę gry, stwarzali sytuacje. Ale popełniali fatalne błędy i to gospodarze strzelali gole.
Mecz zdobywcy Pucharu Polski i zdobywcy Pucharu Kazachstanu był od początku nieco chaotyczny. Polski klub starał się przejąć inicjatywę, jednak gospodarze stosowali wysoki pressing, starali się utrudniać życie legionistom. W 7 minucie po rzucie rożnym podopieczni Kosty Runjaicia stworzyli sobie sytuację. Strzelał Marc Gual, uderzenie zablokowali obrońcy Ordabasów, a dobijał Patryk Kun. Jego uderzenie doskonale sparował bramkarz, Biekchan Szajzada. Z drugiej strony gospodarze dochodzili do akcji po indywidualnych błędach legionistów (szczególnie niepewnie grał Radovan Pankov). Na szczęście nie potrafili sfinalizować akcji. Do 13 minuty. Wtedy fatalny błąd popełnił wspomniany Pankov. Wsiewołod Sadowskij po przejęciu piłki zostawił z tyłu Serba i przelobował Kacpra Tobiasza. Golkiper Legii niestety źle obliczył lot piłki i wpadła ona do siatki. Było 1:0 dla Ordabasów. Legioniści rzucili się do ataku, przejęli inicjatywę.
Do przerwy niedobrze. Po niej pachniało już katastrofą
W 18 minucie Szajzada odbił strzał Pawła Wszołka, dobijał Kun, niecelnie. Nieźle zapowiadała się akcja Tomasa Pekharta, ale napastnik źle podał za plecy Guala. Po chwili strzelał Kun, bramkarz gospodarzy bez trudu obronił. W 38 minucie groźnie, ale niecelnie uderzał Jędrzejczyk. Ostatnie minuty pierwszej połowy to atak pozycyjny Legii, ale bez sytuacji bramkowych. Gospodarze piłkarsko wyglądali gorzej, ale przy elektrycznym w defensywie Pankovie ich wejścia w pobliże pola karnego podnosiły ciśnienie. Raz skutecznym wślizgiem legionistów uratował Augustyniak. Generalnie do przerwy Legia prezentowała ciut lepszą piłkę, ale fatalnie spisywał się w defensywie Pankov. Zupełnie bez wyrazu był grający w środku Juergen Celhaka (zaskakująca decyzja o jego wystawieniu). Lepiej wyglądały akcje z prawej strony, gdzie szarpał jak mógł Paweł Wszołek, niż z lewej, gdzie na wahadle grał Patryk Kun. Ale byłemu piłkarzowi Rakowa trzeba oddać, że kilka razy znalazł się pod bramką, miał okazje do zdobycia gola. Do przerwy prowadziły Ordabasy.
Druga odsłona zaczęła się w najgorszy możliwy sposób. Najpierw Bartosz Slisz wybił piłkę na rzut rożny. Ale zrobił to w taki sposób, że gdyby uderzył minimalnie obok zaliczyłby trafienie samobójcze. Piłka do bramki na szczęście nie wpadła, ale to wybicie nic nie dało. Sędzia odgwizdał rzut rożny. Po dośrodkowaniu Mamadou Mbodj skierował piłkę głową do siatki. Było 2:0 dla gospodarzy, zapachniało prawdziwą katastrofą. Legioniści musieli się już otworzyć, co groziło kontrą gospodarzy. 0:3 byłoby już wynikiem ciężkim do odrobienia. Na szczęście z kolejnymi minutami jakość piłkarska zaczęła brać górę. W 57 minucie Legia przeprowadziła naprawdę fajną akcję. Wszołek zagrał w pole karne, strzał Pekharta obronił Szajzada, dobijał niecelnie Kun. Kosta Runjaić zdecydował się w końcu na zmiany. Zdjął z boiska Kuna i zupełnie bezproduktywnego Celhakię. Na murawie zameldowali sie Makana Baku na wahadle i Juergen Elitim w środku pomocy. Zmiany dały piorunujący efekt już po kilkudziesięciu sekundach!
Fenomenalne przebudzenie
Baku zagrał w pole karne do Gaula. Ten odegrał na piąty metr do Pekharta. A czeski snajper w takich sytuacjach nie przebacza. Było 1:2. A trener Legii wprowadził kolejnych piłkarzy. Ernesta Muci za Guala, Macieja Rosołka za Josue, Blaża Kramera za Pekharta. W 86 minucie legioniści przeprowadzili akcję wręcz filmową. Skutecznie na połowie Legii przejął piłkę Rafał Augustyniak, zagrał prostopadle i precyzyjnie w pole karne, do Pawła Wszołka, a ten odegrał do Kramera. Słoweniec wyrównał na 2:2. Gospodarze domagali się odgwizdania spalonego, sędzia bramkę jednak uznał (na tym etapie rozgrywek nie ma VAR). W 90 minucie doszło do sytuacji, która na maksa rozgrzała emocje. Piłkarz Ordabasów Tagybiergien padł jak długi w polu karnym. Gospodarze żądali rzutu karnego, sędzia kazał grać dalej. Rozległy się przeraźliwe gwizdy i wyzwiska, na boisko poleciały butelki. Telewizyjne powtórki wykazały, że nawet jeśli Augustyniak faulował zawodnika gospodarzy, to nie było to w polu karnym.
W związku z lecącymi na murawę przedmiotami arbiter na kilka minut przerwał spotkanie. Kibiców uspokajał stadionowy spiker. Ostatecznie sędzia przedłużył mecz o 10 minut. Jednak żaden z zespołów nie przechylił szali na swoją korzyść. Po remisie 2:2 można mieć z jednej strony niedosyt. Piłkarsko podopieczni Runjaicia są zdecydowanie lepsi. Mogli też strzelić przynajmniej dwie bramki więcej. Z drugiej strony, zaczęli fatalnie, popełnili rażące błędy, a gol wyrównujący padł w nieco kontrowersyjnych okolicznościach. Nie bardzo zrozumiała jest decyzja o wystawieniu od początku Celhaki. Za to zmiany były trafione w punkt. Martwią indywidualne błędy i chaos. Cieszy odwrócenie wyniku i przede wszystkim znacznie lepsza gra po przerwie. Wydaje się, że w rewanżu Legia nie powinna mieć problemu z wygraną i pewnym awansem do kolejnej rundy. W niej zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu austriackiej Austrii Wiedeń z bośniacką Banja Lucą.
Ordabasy Szymkent – Legia Warszawa 2:2 (1:0)
1:0 Wsiewołod Sadowskij 13’
2:0 Mamadou Mbodj 48’
2:1 Tomas Pekhart 63’
2:2 Blaż Kramer 86’
Ordabasy Szymkent: Biekchan Szajzada – Mamadou Mbodj (75’ Bernardo Matić), Serhij Małyj, Tiemirłan Jerłanow – Auro Jr., Aschat Tagybiergien, Jewhenij Makarenko, Gafurżan Sujumbajew (88’ Sułtanbiek Astanow) – Bauyrżan Isłamchan (72’ Duman Narziłdajew), Wsiewołod Sadowskij (46’ Jerkiebułan Tungyszbajew), Shoxboz Umarov (72’ Bobir Abdixoliqov)
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Radovan Pankov, Rafał Augustyniak, Artur Jędrzejczyk – Paweł Wszołek, Bartosz Slisz, Jurgen Çelhaka (62’ Juergen Elitim), Patryk Kun (62’ Makana Baku) – Josué (82’ Maciej Rosołek), Tomáš Pekhart (82’ Blaž Kramer), Marc Gual (73’ Ernest Muçi)



