Najlepszy czas, pierwsza drużyna, którą naprawdę dobrze pamiętam, i prawdziwie wielka Legia, to ekipa prowadzona przez Jaroslava Vejvodę, szkoleniowca z Czechosłowacji a po nim Edmunda Zientarę. (Przypominamy tekst sprzed kilku lat z cyklu “Wspomnienia starego fana”)
W sezonie 1968/69 Czech doprowadził zespół do tytułu, a rok później Zientara to powtórzył. Znów dwa razy z rzędu dwa mistrzostwa. Ale też to była paka! W bramce niesamowity Władysław Grotyński, wtedy wielki gwiazdor, też legenda warszawskiej ulicy – jeździł najlepszym autem, miał statut taki jak wielkie gwiazdy dzisiaj. Na ławie siedział Zygmunt Kalinowski, który był potem rezerwowym w kadrze Górskiego. W obronie był Władysław Stachurski, dobry obrońca, z bardzo silnym strzałem. Twardziel. W ataku wciąż brylował pan Lucjan. I fantastyczny Robert Gadocha. Ale w pomocy pojawił się on – młodziutki wtedy Kaziu Deyna. Byli też inni: Bracia Blautowie, Żmijewski, Nowak. W zasadzie cała ekipa była niesamowita. Do tego doszły sukcesy międzynarodowe. W Pucharze Mistrzów, który był poprzednikiem Ligi Mistrzów, Legia zagrała z najlepszymi. I to jak!!!
Równi najlepszym
Najpierw przeszła rumuńskie UT Arad. Na wyjeździe strzelili nam Rumuni, ale potem już strzelali legioniści – wyrównał Janusz Żmijewski, na 2:1 wynik ustalił Gadocha. U nas nie dali Rumunom Szans. Do przerwy było 0:0, ale w 50 minucie gola strzelił Bernard Blaut. I już poleciało, kolejne dołożyli Gadocha, Lucjan Brychczym znów Gadocha, Stachurski, Kazimierz Deyna, Żmijewski 82, Pieszko z karnego. 8:0 i Legia była w 1/8 finału. Trafiliśmy na Francuzów z Saint Etienne. Tam było ciężko, długo Legia przegrywała 0:1, ale po golach w końcówce Pieszki i Deyny wygrała 2:1. W Warszawie było 1:0 – po golu Deyny. Był ćwierćfinał, rozgrywany już na wiosnę.
Tam legioniści trafili na Galatasaray. „Katem” Turków okazał się Brychczy. W Stambule było 1:1 a Kici strzelił jedyną bramkę dla polskiego klubu. W stolicy było 2:0 i obie bramki pana Lucjana! To był jeden z największych sukcesów polskiej piłki klubowej – półfinał Pucharu Mistrzów to ta ranga co dziś półfinał Ligi Mistrzów! Niestety tam legioniści odpadli już z Feyenoordem Rotterdam. Do tego była afera dolarowa, po której do więzienia trafił Władysław Grotyński. Legia obroniła tytuł mistrzowski, w kolejnym sezonie zagrała w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów, gdzie odpadła w dwumeczu z Atletico Madryt. Pierwsza potęga Legii wtedy się jednak zakończyła – choć na Łazienkowskiej grali wielcy piłkarze, idole kibiców, wielkie sukcesy klubu to dopiero lata 90-te.
(Jan Zankowicz)



