Mężczyzna szukał telefonu, który ktoś ukradł jego synowi. Ku jego zaskoczeniu nawigacja aparatu zaprowadziła go na… komendę.
Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, w drogerii na Mokotowie klient ukradł buteleczki z perfumami. Po kilku dniach znów przyszedł, zdjął z półki perfumy, chciał wyjść bez płacenia. Tym razem wpadł, a próbę kradzieży oraz jego poprzednie zachowanie zarejestrował monitoring. Policjanci zatrzymali mężczyznę, znaleźli też przy nim marihuanę. Także smartfona. Urządzenie nie figurowało w systemach jako utracone, mundurowi przekazali je więc do policyjnego depozytu – relacjonuje policja. Tego samego wieczoru, kilka minut po godzinie 22.00 do komendy przy Malczewskiego przyszedł mężczyzna, który oświadczył, że jego syna ktoś okradł.
Kilka godzin wcześniej chłopak jechał metrem. Słuchał muzyki z telefonu przez bezprzewodowe słuchawki. Nagle urwał się sygnał. Okazało się, że aparat ktoś ukradł. Sprzęt miał na wyposażeniu system nawigacji, pomagający go odnaleźć. Wielkie było zdziwienie ojca chłopaka, gdy system ów doprowadził go do komendy policji na Mokotowie. Jak informuje policja, oficer dyżurny połączył ze sobą zdarzenia. Okazał zgłaszającemu smartfon, który został wcześniej policjanci zabezpieczyli przy zatrzymanym 23-latku. Ojciec pokrzywdzonego chłopaka rozpoznał aparat, po czym przedstawił dokumenty potwierdzające, że należy on do jego syna. Smartfon wrócił do właściciela. Następnego dnia podejrzany mężczyzna usłyszał zarzuty kilku kradzieży oraz posiadania środków odurzających. Grozi mu kara do 5 lat więzienia.



