Zachlani kierowcy są bardzo poważnym problemem. Wie o tym niby nawet każde dziecko. A jednak wciąż są tacy, co wsiadają po paru głębszych za kierownicę. W niedzielę na Mazowszu doszło do dwóch wypadków z udziałem pijanych kierujących.
Z opisu świadków wynikało, że zdarzenie było bardzo poważne, a kierujący pojazdem może być zakleszczony w pojeździe.
Do pierwszego wypadku doszło w niedzielę w Radomiu, na ulicy Witosa. Jak informuje mazowiecka policja, osobowy renault jechał od ulicy Mieszka I. Nagle kierowca stracił panowanie nad pojazdem, zjechał do rowu, uderzył w betonowy przepust. Następnie dachował i zatrzymał się na betonowej studzience w pobliżu cmentarza. Na miejsce przybyła straż pożarna, patrol radomskiej drogówki oraz zespół ratownictwa medycznego. Badanie na zawartość alkoholu wykazało, że kierowca miał w organizmie ponad 3 promile alkoholu. Z relacji policjantów wynika, że kierujący ledwo trzymał się na nogach. Na szczęście ani jemu, ani żadnej postronnej osobie nic poważnego się nie stało. Jednak ze względu na ogólne potłuczenia karetka zabrała go do szpitala w celu przeprowadzenia badań kontrolnych – relacjonuje policja. I dodaje, że wymowny jest fakt, że do zdarzenia doszło akurat koło cmentarza. Kierujący stracił uprawnienia do kierowania pojazdami. Za swoje skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie odpowie teraz przed sądem.
Jak relacjonuje policja do kolejnego zdarzenia doszło w miejscowości Augustów. 29-letni mieszkaniec gminy Kozienice, który kierując audi nie dostosował prędkości do warunków na drodze, zjechał na prawe pobocze uderzając w słup energetyczny, a następnie dachował. Kierujący z obrażeniami ciała trafił do szpitala. Badanie na obecność alkoholu w organizmie wykazało 1,7 promila. Kierujący stracił uprawnienia do kierowania pojazdami, a za jazdę w stanie nietrzeźwości odpowie przed sądem – podsumowuje policja.



