To Józef Stalin był prawdziwym beneficjentem skłócenia Polaków z Ukraińcami oraz zbrodni wołyńskiej. Klaudiusz Wesołek o sowieckim współudziale w banderowskim ludobójstwie.
W dyskusji o relacjach – także tych trudnych – Polaków i Ukraińców nie można pominąć tematu wpływu hitlerowskich Niemców i Sowietów na banderowskie ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji. Działania obu okupantów z pewnością stworzyły przez kilka lat atmosferę, sprzyjającą krwawym konfliktom.
Niemcy: konflikt w ich interesie, ale mord się nie opłacał
Jeśli chodzi o Niemców, to wyraził to komisarz Reichskomisariatu Ukraine Erich Koch „Niech Ukrainiec zabije Polaka, potem Polak Ukraińca a od czasu do czasu wspólnie zabiją Żyda”.Koch powiedział też „Moi panowie, jestem znany jako brutalny pies. Dlatego też mianowano mnie komisarzem Rzeszy na Ukrainę. Naszym zadaniem jest, nie zważając na względy uczuciowe czy majątkowe Ukraińców, wypompować z Ukrainy wszystko. Moi panowie, oczekuję od was absolutnej bezwzględności w stosunku do miejscowej ludności”.
Po wybuchu wojny, początkowo Niemcy kokietowali Ukraińców, dając im większe prawa niż Polakom. Kiedy jednak Ukraińcy zaczęli oczekiwać więcej, zaczęli pokazywać im, gdzie widzą ich miejsce, jednocześnie zachęcając do współpracy Polaków. Działania Niemców z pewnością nakręciły spiralę nienawiści, na której mogły żerować ukraińskie elementy radykalne, ale jeśli chodzi o ludobójstwo, rozpoczęte w roku 1943, to bezpośrednio jego nie zainspirowali. Wręcz przeciwnie – starali się je powstrzymać. Nie chodzi tu o żaden humanitaryzm. To była chłodna kalkulacja. Po prostu taka krwawa jatka i taki chaos, w obliczu zbliżającego się frontu, nie były im na rękę.
Stalin jedynym beneficjentem
Komu zatem mordowanie Polaków było na rękę? Oczywiście, głównym beneficjentem tego ludobójstwa był Stalin. Przed wkroczeniem Armii Sowieckiej na te ziemie zbrodniarz miał chaos na ziemiach wroga, a po wkroczeniu, wzajemnie wrogie sobie grupy narodowościowe, wobec których mógł uprawiać politykę “dziel i rządź”. Stosując zasadę “qui bono”, zbrodnię popełnił ten, kto miał z niej korzyść, czyli wszystko wskazywałoby na Sowietów. Wskazuje na to także wiele faktów, które przytaczają historycy. Sowiecki wpływ na tamte zbrodnie był oczywisty. Można tylko rozważać czy była to operacja pod fałszywą flagą, akcja dokonana poprzez sowiecką agenturę wśród ukraińskich nacjonalistów czy też misterna sieć intryg i prowokacji. Kilka zbiorowych morderstw pod fałszywą flagą było dokonanych przez NKWD w przebraniu UPA, jednak ponad tysiąc wiosek na Wołyniu zostało zaatakowanych przez UPA i Służbę Bezpeky OUN.
Agentura sowiecka wśród banderowców to temat słabo zbadany, ale już w czasie procesu morderców Pierackiego, mówiło się, że Riko Jaryj był podejrzewany o współpracę z sowieckim wywiadem. Niektórzy piszą o poszlakach, wskazujących na to, że Mykoła Łebed był sowieckim agentem. Faktem jest, że był on twórcą banderowskich służb, specjalnych – Służby Bezpeky OUN-b a wcześniej był niemieckim agentem. Po wojnie był agentem CIA. Być może, na drodze swojej agenturalnej kariery, otarł się też o służby sowieckie.
Ataman Boroweć ostrzegał Banderowców
Co do agentury są to jednak tylko poszlaki, natomiast to, że banderowcy ulegli sowieckiej prowokacji, było głoszone nie tylko potem przez historyków ale także przez ówczesnych przedstawicieli innych ukraińskich opcji. Ataman Bulba-Boroweć ostrzegał w swoim liście otwartym: “Na zakończenie mogę powiedzieć jedno: albo Wy, Towarzysze, nieprzemyślanie obraliście fałszywą drogę, albo padliście ofiarą obcej prowokacji. Zarówno w jednym jak i w drugim wypadku istnieje droga uczciwego odwrotu, odejście od “pryncypialnego” kroczenia w przepaść i wciągania za sobą innych. Uczciwy odwrót nie jest brakiem odwagi i nie jest hańbą, a dowodem rewolucyjnej uczciwości, odwagi cywilnej i realnego podejścia do sprawy”. Banderowcy zignorowali jednak ostrzeżenia. Jeśli nawet nie byli sowiecką agenturą, to mając świadomość, że tak właśnie może być, dali się wykorzystać jako narzędzie sowieckiej prowokacji. Sowiecki palec w tamtych wydarzeniach jest wręcz pewny.
Ukraina nie miała z tego nic
Nie zdejmuje to jednak odpowiedzialności z banderowców, przynajmniej z kierownictwa (Prowidu) ich partii. Obciąża ich to jeszcze bardziej, gdyż dokonując potwornej zbrodni na Polakach, służyli faktycznie interesom Kremla a nie sprawie ukraińskiej. Czy była to tylko zbrodnicza głupota? Nie do końca. Korzyści z tej zbrodni czerpał Stalin. Ukraina nie miała z tego nic, tylko hańbę. Jednak korzyść odniosła też banderowska partia. Oni wcześniej byli silni w Galicji, na Wołyniu raczej nie. Rozkręcenie takiej krwawej rzezi, siłą rzeczy eliminowało siły umiarkowane z ukraińskiej polityki. Podsumował to ataman Boroweć: „Oni otwarcie oświadczają, że dla osiągnięcia swej partyjnej dyktatury nie zawahają się rozpocząć bratobójczej wojny, nawet gdyby ona miała naród ukraiński kosztować nie setki, a miliony ofiar.Z tych względów pozwolę sobie zapytać Was: o co Wy walczycie? O Ukrainę, czy o Waszą OUN? Państwo Ukraińskie, czy o dyktaturę w tym państwie? Naród ukraiński, czy tylko o swoją partię?”
Klaudiusz Wesołek
Tekst archiwalny, przypominamy w rocznicę Krwawej Niedzieli z 11 lipca 1943 roku



