Rodzice poszli odebrać znajomych, którzy przyjechali na dworzec Warszawa Centralna. W samochodzie „na chwilkę” zostawili małe dzieci. Maluchy o mało nie skonały w nagrzanym samochodzie.
Od tragedii było o krok. Na szczęście przypadkowy przechodzień zauważył w aucie dwoje uwięzionych dzieci. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji do pełniących na dworcu centralnym służbę funkcjonariuszy podszedł mężczyzna. Powiedział, że w zaparkowanym fordzie focusie znajdują się dwaj mali chłopcy. W samochodzie pozamykane były drzwi i okna, a na zewnątrz temperatura powietrza przekraczała w słońcu 40 stopni Celsjusza. Policjanci błyskawicznie przybiegli we wskazane miejsce. Na tylnym siedzeniu zobaczyli dwóch chłopców. Młodszy siedział zapięty w pasy w foteliku, a starszy tuż obok niego na fotelu pasażera. Dzieci były rozpalone na twarzy, z trudem otwierały oczy i miały wyraźne problemy z oddychaniem.
Funkcjonariusze wybili szybę w drzwiach. Otworzyli samochód i wydostali dzieci ze śmiertelnej pułapki – relacjonuje policja. Po przeniesieniu chłopców w zacienione miejsce, podali im wodę. Udzielili pomocy przedmedycznej, wezwali pogotowie i zaopiekowali się dziećmi do czasu przyjazdu karetki. Drugi patrol zajął się w tym czasie analizą nagrań z kamer monitoringu i poszukiwaniem rodziców. Okazało się, że byli na dworcu i czekali na przyjazd znajomych. Dzieci jak stwierdzili, zostawili tylko „na chwilę” – informuje policja. Za tak nieodpowiedzialne zachowanie opiekunów prawnych dzieci grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Policja apeluje do wszystkich, aby zwracali uwagę na takie sytuacje, reagowali szybko i zdecydowanie w każdym przypadku, kiedy zagrożone będzie czyjeś zdrowie lub życie. Gdy widzimy dziecko w zamkniętym aucie informujmy policję. Gdy nie ma czasu nie bójmy się nawet uszkodzenia samochodu – gdy w grę wchodzi ratowanie cudzego życia, nie ma co przejmować się odpowiedzialnością prawną za uszkodzenie pojazdu.



