Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą – pisał ksiądz Jan Twardowski. To oczywista prawda. Inna jest taka, że często o faktycznym znaczeniu niektórych osób orientujemy się dopiero wtedy, gdy ich zabraknie. W piątek, 30 czerwca pożegnaliśmy Krzysia Lancmana. Działacza antykomunistycznej opozycji w PRL, przedstawiciela nurtu niepodległościowego, kibica, mieszkańca Grochowa. Przede wszystkim człowieka skromnego i naprawdę wyjątkowego.
Starzy czytelnicy Telegrafu doskonale to wiedzą, nowsi niekoniecznie – jak już wielokrotnie pisałem jestem „słoikiem, ale nietypowym, bo takim… warszawskim”. To znaczy, urodziłem się i wychowałem poza Warszawą, choć od dziecka (z uwagi chociażby na fakt, że na Grochowie przez wiele lat mieszkał mój tata, chodził na mecze Legii jeszcze z Deyną, Gadochą, Brychczym) emocjonalne związki ze stolicą były dość silne. Jednak po przyjeździe tu na stałe wsiąkłem w dzielnicę i miasto na dobre. Za sprawą żony, rodziny, ale też kilku osób, które wprowadziły mnie w klimat i pomogły poczuć, że jestem u siebie. Krzyś Lancman odegrał tu istotną rolę. Poznaliśmy się lata temu przez wspólnego kolegę Arka, na piwku w jednej z grochowskich knajpek. Imponował niezwykłą erudycją, wiedzą. I bardzo wysokim poziomem kultury, jakby przeniesionej z przedwojennego kina, czy kadry oficerskiej II RP.
Liczyły się wartości i ludzie
Oczywiście Krzyś był działaczem opozycji w PRL i nurtu niepodległościowego. Działał w organizacjach promujących historię owego nurtu i przede wszystkim pomagających kombatantom oraz ludziom opozycji z okresu PRL. Przy tym, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością a ma cholerne znaczenie – był Krzysiek niepodległościowcem, miał określone poglądy. Ale dalekie mu było dominujące dziś często partyjne myślenie. Dla niego liczyły się faktyczne wartości i przede wszystkim ludzie, którym należy pomóc. Co podkreślają wszyscy wspominający Krzysia, był on osobą niezwykle skromną. I rzecz znamienna – gdy się poznaliśmy, kojarzył mi się głównie z piłką nożną. Był znawcą tego sportu, historii stołecznych drużyn. Kibicował Legii, regularnie chodził na spotkania Drukarza. Był wręcz encyklopedią wiedzy na temat lokalnego sportu. Ale to też dowód na wyjątkową skromność Krzysia – o jego niewątpliwych zasługach informowali inni. On sam nie przechwalał się, nie opowiadał o sobie. Jeśli już wymusiliśmy rozmowy na tematy jego doświadczeń z czasów PRL, wolał opowiadać o zdarzeniach, nie sobie.
Człowiek wyjątkowej skromności
Dowodem wyjątkowej skromności było też to, że ilekroć namawialiśmy go na wystąpienia medialne, uprzejmie odmawiał. Służył wiedzą, radą, był nieocenioną pomocą. Ale nie chciał być na świeczniku. Jedynym wyjątkiem było przekazanie rok temu wyjątkowej rodzinnej pamiątki. Sygnet, jaki dziadek Krzysia, Henryk Lancman otrzymał z rąk Józefa Piłsudskiego trafił jako wotum do sanktuarium na Jasnej Górze. Ostatnio, z powodu choroby, mam utrudnione poruszanie się. Czekam na operację. Do jej przeprowadzenia poruszam się po mieszkaniu o kulach. Z domu wychodzę rzadko. Siłą rzeczy wszelkie kontakty, spotkania zostały ograniczone. Z Krzysiem wielokrotnie rozmawialiśmy jednak przez telefon. Podczas ostatniej naszej rozmowy umawialiśmy się na spotkanie. Jako niemal sąsiedzi z Grochowa nie mieliśmy daleko. Miał niebawem do nas wpaść na kawę. Niestety, nigdy, przynajmniej w tym życiu to nie nastąpi. Krzyś odszedł w środę, 21 czerwca. W piątek, 30 czerwca odbyła się msza żałobna w Katedrze Polowej Wojska Polskiego i pogrzeb na Powązkach Wojskowych.
Pamięć na zawsze
Zasłużony działacz antykomunistycznej opozycji, niepodległościowiec z Grochowa, a przede wszystkim dobry człowiek został pożegnany z odpowiednimi honorami. Ale myślę, że ważne, by teraz, gdy minie pewien czas przypominać REGULARNIE jego dorobek. W naszej – kolegów – pamięci, Krzyś pozostanie na zawsze. Naszym obowiązkiem jest, by pozostał też w pamięci lokalnej społeczności.
Przemysław Harczuk



