Niezwykły finał pościgu w Radomiu. Młody mężczyzna bez uprawnień nie zatrzymał się do kontroli, zaczął uciekać. Rozbił auto o podporę wiaduktu. Po auto przyjechał syn kierowcy. Nie odebrał samochodu, trafił za kratki. Co się stało?
Do zdarzenia doszło kilka dni temu, policja ujawniła przebieg zdarzenia w poniedziałek. Jak informuje mazowiecka policji, radomscy funkcjonariusze drogówki kontrolowali prędkość na jednej z radomskich ulic. Nagle spod świateł gwałtownie ruszył osobowy opel. Pojazd przekroczył prędkość w terenie zabudowanym. Mundurowi wydali polecenia do zatrzymania pojazdu. Kierowca zamiast zatrzymać wóz do kontroli, zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg, używając sygnałów dźwiękowych i świetlnych. Na ulicy Młodzianowskiej kierujący nie zapanował nad pojazdem i uderzył w podporę wiaduktu – relacjonuje policja. W pierwszej kolejności funkcjonariusze udzielili pierwszej pomocy osobom znajdującym się w pojeździe. Obrażenia w zdarzeniu odniósł nie tylko 22-letni kierujący, ale również dwoje pasażerów – 14 i 21 lat.
Karetka pogotowia odwiozła całą trójkę do szpitala. A funkcjonariusze sprawdzili policyjne bazy danych. Okazało się, że kierujący nie posiadał uprawnień do kierowania. Po wyleczeniu odpowie za swoje zachowanie przed sądem – relacjonuje policja. Prawdziwy szok funkcjonariusze musieli przeżyć później. Kierujący trafił do szpitala, na miejscu nie było nikogo, kto mógłby zabezpieczyć uszkodzone auto. 22-latek poprosił więc, by po samochód przyjechał jego tata. Mężczyzna faktycznie zjawił się na miejscu. Jednak zamiast z autem do domu, trafił do… więziennej celi. Policjanci sprawdzili go bowiem w systemach policyjnych. Okazało się, że jest poszukiwany listem gończym do odbycia kary pozbawienia wolności – relacjonuje policja. Funkcjonariusze zatrzymali ojca 22-latka i osadzili w celi. Mężczyzna odbędzie zasądzony wyrok. Z kolei jego syn po wyleczeniu odpowie karnie. Za to, że nie zatrzymał się do kontroli i uciekał przed policją 22-latkowi grozi kara do 5 lat więzienia – podsumowuje policja.



