O dużym pechu może mówić mieszkanka Pragi-Południe. Otrzymała w prezencie telefon komórkowy. Niestety, niedługo po tym odwiedziła ją policja.
Zdarza się, że miły prezent zamiast przyjemności sprawia poważne kłopoty. Mniejsza z tym, jeśli sprzęt nie działa, książka się nie podoba, a koszula nie pasuje. Gorzej, gdy prezent skutkuje zainteresowaniem organów ścigania. Tak zdarzyło się na Pradze-Południe, gdzie mieszkanka dzielnicy dostała od kolegi prezent – telefon komórkowy. Musiała przeżyć spory szok, gdy w drzwiach mieszkania ujrzała funkcjonariuszy policji. Powiedzieli jej oni, że poszukują telefonu. Kobieta wydała aparat funkcjonariuszom. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, kobieta tłumaczyła, że telefon otrzymała w prezencie. Kolega, który dał aparat, pracuje w lombardzie. Policjanci zabezpieczyli sprzęt i udali się do lombardu. Faktycznie okazało się, że klient przyniósł tam i zostawił aparat. Funkcjonariusze zabezpieczyli odpowiednie materiały i dokumenty. Ustalili, że telefon przyniósł do lombardu 46-letni mężczyzna. Policjanci namierzyli go. W ciągu kilku godzin zatrzymali podejrzanego. Operacyjni dowiedli, że mężczyzna telefon przywłaszczył. Jak relacjonuje policja, 46-latek usłyszał zarzut przywłaszczenia. Grozi za to kara do 5 lat więzienia. Zabezpieczony telefon powrócił do prawowitego właściciela – podsumowuje policja.



