Zbigniew Boniek – 32 lata. Kazimierz Deyna – 31. Władysław Żmuda – 32. Włodzimierz Lubański – 33. Andrzej Szarmach 32, Grzegorz Lato – 34. Roman Kosecki – 29. Andrzej Juskowiak – 32, Wojciech Kowalczyk – 27. W takim wieku kilku istotnych polskich piłkarzy kończyło kariery reprezentacyjne. Warto o tym pamiętać w tygodniu, w którym 35 lat kończył Robert Lewandowski. Pomaga to zrozumieć, że słabsza forma „Lewego” wynika też z faktu, że kapitan reprezentacji i napastnik FC Barcelona jest w wieku, w którym wielu wielkich dawno zawiesiło buty na kołku.
Oczywiście nie u wszystkich koniec gry w reprezentacji oznaczał definitywny rozbrat z piłką. I tak – Zbigniew Boniek faktycznie, skończył z grą w 1988 roku, w wieku 32 lat. Włodzimierz Lubański pograł jeszcze parę lat w klubie, do 1985 roku, miał wówczas 38 lat. Jednak faktyczny koniec obecności w zespole Biało-Czerwonych nastąpił po mistrzostwach Świata 1978 roku. Mecz z Czechosłowacją dwa lata później zorganizowano dla Lubańskiego. Było to pożegnanie wybitnego napastnika. A ostatnie klubowe lata to jednak słabsza gra, już raczej powolne pożegnanie. Tu jednak pamiętać należy, ze swój prime pan Włodzimierz miał przed straszną kontuzją w meczu z Anglią w 1973 roku. Ominęły go później mistrzostwa Świata 1974 roku i medal w RFN, igrzyska w Montrealu. W tym kontekście powrót do drużyny narodowej, pomoc w awansie na MŚ w Argentynie i świetna gra w lidze belgijskiej w barwach Lokeren budzą tym większe uznanie.
Deyna, Lato, Szarmach i Żmuda
Kazimierz Deyna, król środka pola z reprezentacją pożegnał się w roku 1978. Pograł do czterdziestki, ale poważne granie skończył w 1981. W wieku 34 lat, gdy odszedł z Manchesteru City. Potem była gra w USA tragiczna śmierć w 1989 roku. Grzegorz Lato, król strzelców MŚ 1974, strzelec bramek w trzech mundialach. Karierę reprezentacyjną i klubową zakończył w 1984 roku. W wieku 34 lat. Andrzej Szarmach – wicekról strzelców MŚ 1974 roku, król strzelców Igrzysk Olimpijskich 1976. Uczestnik MŚ 1978 w Argentynie. Występy w kadrze kończył nieco przedwcześnie, strzelając gola w meczu o trzecie miejsce na MŚ 1982. Na nagraniu widać, że się nie cieszył. „Diabeł” dowiedział się bowiem przed meczem, że w kadrze gra po raz ostatni. Pograł jeszcze we francuskiej ekstraklasie. Buty na kołku zawiesił w roku 1989, w wieku 39 lat. Władysław Żmuda, odkrycie MŚ 1974. Pewniak na MŚ 1978, kapitan trzeciego zespołu roku 1982.
„Kosa” koszulkę zdjął przed „trzydziestką”
Z drużyną narodową pożegnał się symbolicznym udziałem w mundialu w Meksyku, w roku 1986. Wchodząc w 84 minucie meczu z Brazylią zaliczył nie tylko swój czwarty mundial. Ale też pobił polski rekord – 21 meczów na światowym czempionacie. Po pożegnaniu z kadrą pograł jeszcze rok. Ostatecznie karierę zakończył w 1987 roku. W wieku 33 lat. Wreszcie zawodnicy młodszego pokolenia, z lat 90-ych. Roman Kosecki był gwiazdą pierwszej połowy dekady. Kapitanem w drużynie Henryka Apostela, która toczyła dramatyczny bój o awans na Euro 1996 roku. W meczu ze Słowacją (1:4 w Bratysławie) zdjął koszulkę, za co otrzymał drugą żółtą i czerwoną kartkę. To był koniec gry „Kosy” w biało-czerwonych barwach. Piłkarz niegdyś m.in. Legii, Galatasaray Stambuł, Osasuny i Atletico Madryt, FC Nantes miał 29 lat. Pograł jeszcze w Montpellier, jedną rundę w Legii (jesień 1997), po czym wyjechał do USA grać w nowo tworzonej Major League Soccer.
Atak olimpijski
Karierę Roman Kosecki zakończył w roku 1999, w wieku 33 lat. Andrzej Juskowiak jako nastolatek został królem strzelców polskiej Ekstraklasy w barwach Lecha Poznań. A w 1992 roku królem strzelców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie, gdzie Polacy zdobyli srebrny medal. Po igrzyskach i wyjeździe z Polski do 2002 roku występował w Sportingu Lizbona, Olympiakosie Pireus, Borussii Mönchengladbach, VFL Wolfsburg. Najlepszy czas w reprezentacji to kadencja Henryka Apostela. Ale grał też w drużynie Jerzego Engela, która wywalczyła pierwszy po 16 latach awans na Mistrzostwa Świata. Jednak na turniej w Korei i Japonii w 2002 roku już nie pojechał. Z reprezentacją pożegnał się w wieku 31 lat. Karierę, zakończył mając lat 37. Występując w ostatnich latach w Energie Cottbuss, amerykańskim Metro Stars, grę kończył w Erzgebirge Aue, w 2 Bundeslidze. Partnerem „Jusko” w ataku wicemistrzów olimpijskich był Wojciech Kowalczyk. Jako nastolatek zapewnił Legii Warszawa awans do półfinału europejskiego Pucharu Zdobywców Pucharów.
Ostatni, co w półfinale pucharów gola strzelił
I jest ostatnim piłkarzem, który strzelił gola dla polskiego klubu w półfinale europejskiego pucharu. Potem grał w Betisie Sevilla w ekstraklasie Hiszpanii. Później w hiszpańskim Las Palmas. Ostatni mecz w reprezentacji zagrał u trenera srebrnej drużyny olimpijskiej z Barcelony, Janusza Wójcika, 31 marca 1999 roku ( 0:1 ze Szwecją). Następnie wrócił na krótko do Legii, później trafił do ligi cypryjskiej, gdzie w sezonie 2001/2002 został nawet królem strzelców. Nie znalazł jednak uznania w oczach Jerzego Engela i na MŚ w Korei i Japonii selekcjoner go nie powołał. Ostatecznie karierę zakończył w 2004 roku. W wieku 32 lat. Wszyscy wymienieni byli liczącymi się zawodnikami reprezentacji. Zrobili mniejszą, większą, bądź naprawdę wielką karierę. Wszyscy kończyli grę w reprezentacji Polski mając mniej lat niż dziś Robert Lewandowski. Jedynie czterej – Włodzimierz Lubański (38 lat), Kazimierz Deyna (37), Andrzej Szarmach (39), Andrzej Juskowiak (37) – mieli kończąc kariery więcej lat niż dziś „Lewy” (35 lat).
Wszyscy kończyli mając mniej lat niż „Lewy”
Boniek, Żmuda, Kosecki, Kowalczyk, Lato, Juskowiak – kończąc kariery byli młodsi niż dziś Lewandowski. Oczywiście byli zawodnicy, grający znacznie dłużej. Lucjan Brychczy (koniec kariery reprezentacyjnej w wieku 35 lat, kariery w ogóle 38). Jacek Zieliński (36 i 38), Jacek Bąk (35 i 37). Bramkarze. Ale przykłady wielu zawodników dla Biało-Czerwonych bardzo istotnych, dobitnie pokazują to, o czym eksperci i media mówią nieco półgębkiem. Koniec profesjonalnej kariery „Lewego” jest już bardzo bliski. Gry w narodowych barwach – jeszcze bliższy. Widać to niestety po obniżce formy. To już nie ten „kosmita”, który sam wygrywał mecz z Albanią, strzelając „gola Krychowiakiem”. Wprowadzał Biało-Czerwonych na kilka imprez. A w pandemicznym roku 2020 był ewidentnie najlepszym piłkarzem Świata. To już przeszłość. Dziś może się zdarzyć, że „Lewy” nastrzela jeszcze bramek w La Liga. Może i w Lidze Mistrzów. Jeśli koledzy z reprezentacji zaczną grać, będzie „tylko” niebezpiecznym, strzelcem. Ale wygrywać sam meczów już nie będzie.
Będzie last dance?
Być może jeszcze osiągnie sukces na Euro (choć po meczu z Mołdawią o optymizm trudno). Niewykluczone, że potem przez maksymalnie dwa sezony będzie – niczym Miroslav Klose w roku 2014 w kadrze Niemiec– jokerem. Wchodzącym w końcowych minutach, służącym doświadczeniem. Wiara, że sam będzie wygrywał mecze jest jednak naiwnością. Zresztą i kapitan nie ściemnia. Wielokrotnie powtarzał, że dziś to młodzi powinni wziąć więcej odpowiedzialności za zespół. Ostatnio padło wiele słów o tym, że Lewandowski nie ma nic w „gablocie” jeśli chodzi o reprezentację. To prawda, ale jednak piłka jest sportem drużynowym. I to, czy Lewandowski zdoła jeszcze osiągnąć z drużyną narodową jakiś sukces, zależy bardziej od tego, jak spiszą się młodzi. Czy zawodnicy tacy, jak Kuba Kamiński, Sebastian Szymański, Nicola Zalewski i inni będą w stanie Lewego odciążyć. Oby, bo choć kapitan ma swoje wady, za sportowe osiągnięcia sukces w Biało-Czerwonych barwach mu się należy. A młodszy niestety nie będzie.



