Łukasz K., który w poniedziałek wyjął na Krakowskim Przedmieściu pocisk, mogący zabić wiele osób, najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie, zdecydował w czwartek sąd. W środe mężczyzna usłyszał zarzuty. Odpowie jak terrorysta. Incydent skłania jednak do wielu pytań. Bez wątpienia tego typu akcje, gdyby były udane, byłyby w interesie Rosji.
O tym, że sąd aresztował Łukasza K. na okres trzech miesięcy poinformował w czwartek TVN Warszawa. W środę, jak pisaliśmy, 31-letni Łukasz K., mieszkaniec Mazowsza, usłyszał zarzuty o charakterze terrorystycznym, sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz mienia w znacznych rozmiarach, mającego postać eksplozji materiałów wybuchowych. Drugi zarzut to posiadanie amunicji bez zezwolenia. Mężczyźnie, który był już w przeszłości notowany przez policję, grozi kara do 8 lat więzienia. Podczas Marszu Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej na Krakowskim Przedmieściu mężczyzna wyjął z plecaka pocisk artyleryjski kaliber 85 mm. Podejrzanego natychmiast obezwładnili policjanci. Następnie ewakuowali teren w promieniu 200 metrów.
Pocisk, gdyby wybuchł miałby siłę rażenia nawet 200 metrów. Choć szansa na eksplozję była niewielka – pocisk nie miał zapalnika. A bez niego, do eksplozji dochodzi praktycznie tylko w przypadku kontaktu z ogniem bądź bardzo wysoką temperaturą. Jednak już sam fakt zastraszenia wielu osób podchodzi pod działanie terrorystyczne. Pamiętać też należy o kontekście. Za naszą wschodnią granicą toczy się krwawa wojna. A Rosja usiłuje wpływać na sytuację w kraju i relacje Polaków i Ukraińców. Udany zamach, choćby tylko z rannymi byłby wodą na młyn rosyjskiej propagandy – ostrzegają eksperci w dziedzinie bezpieczeństwa. 31-latek trafił do policyjnej celi. Usłyszał zarzuty. Grozi mu 8 lat więzienia. W czwartek sąd zdecydował, że mężczyzna najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.



